ELUKTRICK – Hieroglyphic Apostrophes

Dużo metalu przewinęło się ostatnio przez naszą stronę, zatem czas na coś lżejszego, bliższego nogom niż głowie (chodzi oczywiście o machanie a nie myślenie), czyli podrygi w takt całkiem przebojowych dźwięków z Krakowa. Coś to miasto ma w sobie, podobnie jak 3M… Eluktrick jest chyba bardziej popularny poza granicami Polski, ma przemyślaną wizję, taneczno – rozrabiackie podejście do muzyki i potężne pokłady witalności. Działa to lepiej niż nasiona guarany.

Taka muzyka na zachodzie dawno stała się integralną częścią pop kultury. Melodyjne piosenki, osadzone na tanecznych bitach, świetne instrumentacje, dużo luzu i wszechogarniająca bezpretensjonalność. Czyli coś co nadal nad Wisłą budzi podejrzenia. Druga płyta Eluktrick to idealny moment i idealny czas, by zmienić nastawienie do takich, optymistycznych dźwięków. Być może mało tu pokerowego ducha a raczej naturalne, emocjonalne rozrabianie, przez co muzyka skrzy się różnymi kolorami, czasami wpadającymi w przyjemny rozgardiasz. Jakie mamy składniki – funkowe bujnięcie u podstawy, indie rockowa energia i popowa ornamentyka. Tak, wiem, pod taki opis można podciągnąć dużo rzeczy. Słychać w tym echa synthpopowej r-ewolucji, czasami klawiszowe pasaże delikatnie smakują progresywnym rozmachem, to znowu kojarzą się z pompą Queen, a może  – szukając bliżej – z Muse; duża w tym zasługa naprawdę dobrych muzykantów. Czasami przyjemność sprawia śledzenie li tylko ścieżek poszczególnych instrumentów. Nie zapominamy też o wokaliście, przybyłym zza wielkiej wody, dzięki czemu język angielski w jego wykonaniu nie boli, ale pięknie płynie. Pyszna zabawa.Eluktrick

Jest tu trochę rzeczy, które być może przy dobrych wiatrach mogłyby znaleźć się na radiowych playlistach (np. „The Simple Twist”), popowe powiewy („Wall Power” – co za start!), ale zespół potrafi też nieco mocniej dołożyć do pieca – posłuchajcie chociażby „Make/Believe” – te instrumenty dęte i mocniejsze riffy świetnie się splatają, pokazując, że zespołowi nie jest obca nowa fala czy post punk, słyszalny też chociażby w „Sunken Angel”. A jeśli kogoś nie wyrwie z fotela „Upside Down”, powinien iść do lekarza. Tego od uszu. Pewnie znajdą się też amatorzy przytulanek – mamy dla nich np. „Blue Sea”. Trochę to wszystko rozstrzelone stylistycznie, jednak sposób grania, ekspozycja instrumentów i wyczucie powodują, że całość właśnie za sprawą „ogarnięcia” muzyków a nie jednorodności dźwięków, jawi się jako całkiem zwarty i atrakcyjny zestaw do dobrej zabawy bez niepotrzebnej głupawki.

Co więcej? Mamy wyczucie stylu, lekkość w operowaniu dźwiękiem, czerpanie z przeszłości, ale ze smakiem. Już coś takiego słyszałem w wykonaniu Crab Invasion. A skoro oni jakoś zamarli, na pełną płytę Futurelight jeszcze czekamy, czas na Eluktrick. Może wreszcie zarządzą na krajowych scenach, warto dać im szansę.

Arek Lerch

Pięć