EGZEKWIE – Czarna Noc Duszy (Under the Sign of Garazel)

Urlopy to dobry moment by nadrobić zaległości i raczyć się do woli sztuką, na którą człowiek nie ma specjalnie czasu w normalnym, szarym trybie życia. No bo jakże tak obcować z funeral doom’owym kolosem najwyższej wagi podczas codziennych podróży tramwajem, autobusem czy innego rodzaju rowerem. No jak? Zwyczajnie się nie da. Dlatego też „Czarna Noc Duszy” musiała odczekać na półce aż przyjdzie jej czas. Dziś, gdy przetrawiłem ten album na wszelkie możliwe sposoby, stwierdzam, że jest to płyta ocierająca się o gatunkowy absolut. Twierdzenie na wyrost? Trzeba wyrobić sobie własne zdanie na ten temat. Wystarczy otworzyć się na dźwięki, które płyną z głośników, poddać się ich mocy i chłonąć opętaną atmosferę a wtedy Egzekwie porwą was w odmęty szaleństwa i nie odważycie się zaprzeczać, że to coś więcej niż tylko dobry, funeral doom’owy album…

Ten album mnie zmiażdżył. Może to pretensjonalne, ale jestem bardzo zaskoczony poziomem debiutu Egzekwie. Owszem, wiem, że za ten enigmatyczny projekt odpowiedzialna jest zaprawiona w bojach ekipa, nie spodziewałem się jednak aż tak niszczącej porcji muzyki. Od pierwszych lejących się w wolnym tempie dźwięków słychać, że jest to materiał przesycony atmosferą aż gęstą od ciężaru dekadenckich, przepełnionych czernią emocji. Mrok gęsty niczym smoła, który materializuje się podczas kontaktu z muzyką Egzekwie, każe wręcz uciec się do porównań z takimi aktami jak Cultes des Ghoules oraz Skeletal Spectre. Jest to podobny poziom szaleństwa i deprawacji mentalnej, sprawiający, że muzyka staje się właściwie swoistym tłem dla opowieści jaką przekazują teksty. W przypadku Egzekwie teksty, dźwięki i wszechobecny ciężar łączą się w monolityczny twór, który powoli, niczym zalewająca cmentarz mgła zatruwa nas strachem, opętaniem i mrokiem. Funeral doom to muzyka prosta, oparta na niewielkiej ilości dźwięków, prostych tętniących rytualnym rytmem tempach i bardzo niskim stroju instrumentów. Ezgekwie czerpią nie tylko z tej materii bo muzyka tego projektu chwilami nosi znamiona charakterystyczne dla death (obskurne riffy i miażdżące wokale) i black metalu (klimatyczna, zawiesista atmosfera). Takie połączenie wypada tu bardzo naturalnie; muzyka ciężka i mroczna jak sto diabłów tak naprawdę nie potrzebuje nazw i szufladek, tych zbędnych, przypinanych nachalnie etykiet.

Słuchając tych dźwięków tonę w ciężarze obezwładniających gitar, zatapiam się w potępieńczej, przesyconej mrokiem i alkoholowymi wizjami grze słów. Słowem, przenoszę się poza ten nasz poukładany świat. „Czarna Noc Duszy” to idealny, dźwiękowy soundtrack do obrazu Goi „Kiedy rozum śpi budzą się upiory” – taka właśnie jest ta płyta, upiorna i wielowymiarowa. Trzeba jej doświadczyć w całości, wysłuchać i poczuć od początku do końca. Zobaczyć akt pierwszy i dotrwać do finału. Obcowanie z debiutem Egzekwie w inny sposób zwyczajnie nie ma większego sensu. „Czarna Noc Duszy” to muzyka, którą chłonąć można godzinami, bolesna podróż przez odmienne stany nieświadomości…

Wiesław Czajkowski

Pięć