DRILLER – All Shall Burn

Lata płyną a pewne rzeczy nie zmieniają się ani trochę. Zawsze można polegać na zespołach takich jak Motorhead czy Cannibal  Corpse, które raczej nigdy nie zaskoczą nas muzyką, o której będzie można powiedzieć, że jest oryginalna. Podobne przykłady można też znaleźć na płaszczyźnie gatunkowej. Spójrzmy na klasyczny crossover/thrash, który od wielu już lat budowany jest na tym samym, dobrze znanym fundamencie. Idąc o krok dalej można zauważyć, że takie jak wspomniana wyżej, półki gatunkowe mają wręcz wpisaną w statut wtórność….

Dżizes, qrwa ja pierdolę! To piękne zdanie niezmiennie ciśnie mi się na usta za każdym razem gdy trafi do mojego odtwarzacza płyta z gatunku thrash/crossover. Bez znaczenia czy to Municipal Waste, rodzimy Terrordome czy wałkowany teraz  polski Driller. Od lat niezmiennie poraża mnie ładunek energii bijącej z płyt wymienionych wyżej bandów. Ok, ale miało być o Driller a jest o czym mówić, bo kolektyw to co najmniej interesujący. Hard core, thrash, rock’n’roll i cholernie duży ładunek luzu i dystansu do własnej twórczości to składniki, które udało mi się wychwycić na „All Shall Burn”. Składniki wcale nie oczywiste, ale dzięki nim Driller tworzy muzę interesującą, której przyjemnością się słucha.

Driller sięga do korzeni tego typu hałasu i niemiłosiernie miesza w swoim kociołku interesujące elementy. A to kopnie w twarz petardą w stylu maksymalnie wkurwionego Motorhead a to nawiąże do ostatnich dokonań Slayer albo sięgnie do tego, co najlepsze na scenie grind. „All Shall Burn” nie oferuje niczego, czego jeszcze nie słyszałem, ale nie o odkrycia i wizjonerstwo tutaj chodzi. Thrash ma kopać dupsko i w tym Driller osiągnął niemal doskonały poziom.

Wiesław Czajkowski

Cztery i pół