DOWN – IV, Part I: The Purple EP (Independent Label Group)

W ostatnim wywiadzie dla „Terrorizer” Phil Anselmo powiedział wprost, że wciąż udziela się w Down głównie ze względu na niesamowite oddanie fanów i ich niesłabnące na przestrzeni lat wsparcie. Faktycznie, wydana własnym sumptem ep-ka nie posiada już takiej przebojowości ani gigantycznego ładunku emocji jak pochodząca z 1995 roku „NOLA”, ale to cały czas kawał pięknego stoner hard rocka, którego w ten sposób nie gra nikt inny.

Zgodnie z twierdzeniem: „zamiast kazać słuchaczom czekać kolejne kilka lat na nową płytę, lepiej w krótszych odstępach raczyć ich mniejszymi wydawnictwami”, Down we wrześniu wypuścił pierwszą z czterech zapowiadanych ep-ek. Znalazło się na niej sześć premierowych kawałków, słuchając których ma się wrażenie, że powstały w okolicy sesji do poprzedniej płyty „Over the Under”.

Anselmo, Windstein, Keenan, Bower i nowy basista Pat Bruders (także Crowbar) nie szukają nowego wcielenia dla Down. Fundamenty tego zespołu zostały wylane już dawno temu i nie ma tu miejsca na żadne rewolucje tylko na konsekwentne granie, będące w dużym stopniu hołdem dla takich mistrzów jak Saint Vitus czy Trouble. Dominują niespieszne tempa, perkusja nadająca kawałkom rasowego, hard rockowego majestatu, bluesowe solówki i nietuzinkowy głos byłego frontmana Pantery.

Każda z piosenek, „Levitation”, „Open Coffins” czy „This Work is Timeless”, to kwintesencja charakteru Down. Purpurowa ep-ka przynosi pół godziny znakomitych riffów, melancholijnych melodii i rozpoznawalnego zawodzenia autorstwa Anselmo. Grają jak na starych wyjadaczy przystało, z nonszalanckim luzem, bez potrzeby udowadniania czegokolwiek. Ich przeszłe dokonania świadczą same za siebie. Ten materiał, ani żaden następny, niczego już w tej kwestii nie zmieni.

Adam Drzewucki