DOPAMINA – Fala (OffSide Records)

Dopamina – organiczny związek chemiczny, jeden z ważniejszych neuroprzekaźników. Odpowiada min. za koordynację i napięcie mięśni, procesy emocjonalne, wyższe czynności psychiczne, reguluje też wydzielanie hormonów. Potocznie uważa się dopaminę za przekaźnik przyjemności. Odwołując się do powyższej definicji, muszę przyznać, że „Fala” wywołuje faktycznie przyjemne doznania, dobrze wpływa też na koordynację mięśni (dobra ścieżka dźwiękowa porannego dżogingu) i procesy emocjonalne (banan na twarzy). Doświadczenie muzykantów zrobiło swoje.

Dopamina to ewidentny wyraz tęsknoty za dobrą, rockową piosenką z jednej strony i nostalgii za latami 80 – tymi z drugiej. Zespół tworzy trzech muzyków, którzy odpowiadają za hałas takich formacji jak Dubska, Neuma czy Variete.  Jeśli jednak ktoś chce znaleźć jakiś odnośnik, warto pozostać przy nowofalowych inklinacjach ostatniej z wymienionych grup, choć zimny klimat to tylko otoczka, puder, pokrywający całkiem gorące, soczyste granie. Nie spotkamy tu także zbytnich wygibasów, choć techniczna strona jest bez zarzutu. Dopiero dłuższe obcowanie z „Falą” odkrywa przed słuchaczem specyficzne harmonie, smaczki wykonawcze, które świadczą o klasie muzyków. Najważniejsze jest jednak to, że zespół nie „zagadał” piosenek, dzięki czemu nadal rządzi tu kompozycja, melodia i tekst. W pierwszym momencie Dopamina skojarzyła mi się z innym przedstawicielem niemłodego już pokolenia, czyli formacją Partizan. Podobne jest spojrzenie i ów życiowy bagaż doświadczeń, jednak Dopamina wygrywa zdecydowanie wydłużonym terminem działania. O ile piosenki Partizana dość szybko mi się „przejadły”, o tyle „Fala” sprawia wrażenie produktu wielokrotnego użytku. Nie wiem, czy wpisanie płyty we współczesny kontekst nie zrobi jej jednak krzywdy. Wokół pojawiło się sporo młodych rockowych składów, swoiste triumfy święci chociażby sludge/stoner i w tym towarzystwie Dopamina jawi mi się jako nieco… przestarzały zespół, co z drugiej strony dodaje im uroku i smaku. DOPAMINA1

Podstawy muzyki tego trio są dość wyraźne, jednak, choć przebija przez nie ten specyficzny, rockowy klimat lat 80 – tych, zespół sprytnie maluje muzykę bluesowym pędzlem, czasami sięga po psychodelię („Nikogo nie ma w domu” z pięknie transowym klimatem), ujawnia głębsze inspiracje/fascynacje twórców (nowofalowy „Jak żywioł”), potrafi też fajnie sprzedać monotonię, która na „Fali” nie drażni, wprowadzając raczej w nieco hipnotyczny stan. Wszędzie znajduję też dowody na biegłość instrumentalną muzyków (posłuchajcie „janerkowego” basu w „Porno Blues”). A na koniec zostawiam sobie tryptyk w postaci najbardziej piosenkowo-reporterskich numerów: „Osiedle”, „Ulice” i „Podwórko” to w zasadzie takie pocztówki zrobione przez nieco wycofanego, zdystansowanego fotografa, który uchwycił na nich ten specyficzny, polski spleen. Naszą przaśność, jednak opowiedzianą nie ze złością, ale z melancholijną rezygnacją. W oprawie prostych, oszczędnych dźwięków tworzą najważniejszy moment tej płyty.

Być może Dopamina nie zrobi na rynku furory, bo jej piosenki są z gatunku „dojrzewających”, co od razu dyskwalifikuje je jako potencjalne przeboje… których kilka można z „Fali” wykroić. Jest to jednak ważny dla krajowej sceny zespół, bo udowadnia, że można kontynuować pewne, muzyczne tradycje, bez nachalnego sięgania za ocean, rozwijając raczej ową „polskość”, która tym razem nie oznacza siermięgi. Dajcie Dopaminie czas, a rozleje się w mózgu przyjemnym błogostanem.

Arek Lerch

Pięć