DIUNA – The Very Best Of Golden Hits

W kultowej powieści Franka Herberta, planeta Diuna była najważniejszą w całym kosmicznym uniwersum. Jawiła się jako ta, która posiada złoża melanżu – substancji niezbędnej do przetrwania, jasnowidzenia, oraz uniknięcia niebezpieczeństw wynikających z ponadwymiarowych i międzyplanteranych podróży. Teraz wyobraźcie sobie, że w Toruniu, w jednej z miejskich piwnic odkryto nietylko złoża melanżu, ale także receptę na porządne, zagrane z pazurem „stonery”.

Oczywiście, nie bez przyczyny pojawiła się nazwa pustynnej planety z herbertowskiej klasyki, wszak toruński kwartet garściami czerpie z pustyni, jednak nie tej zawieszonej gdzieś w kosmicznej przestrzeni. Naszej Polskiej Diunie bliżej jest do Palm Desert i kalifornijskiego, palącego słońca, niż do poszukiwań drogocennych złóż, które mogłyby odmienić egzystencję muzyków. Wszak nic nowego i odkrywczego na debiutanckim longplay’u „The Very Best Of Golden Hits” fan gatunku nie usłyszy, jednak surowizna, energia i szczerość bije z głośników i to od pierwszych sekund.

W fenomenalnym otwieraczu płyty „Śmieć w Czerwcu”, do którego zrealizowano z resztą mocno psychodeliczny i „komputerowy” klip (ile razy odświeżyliście przeglądarkę, kiedy pojawiło się youtube’owe kółeczko buforowania?) , usłyszymy cały aresnał umiejętności muzyków. Kyussowy feeling, fajnie dudniąca sekcja i wokal. Właśnie wokalizy Konstatnego Mierzejewskiego (teledyskowy „Niemen”) wybijają się oryginalnością i podejściem do przeżartego na wskorś gatunku. Mocno zachrypnięty głos, z lekko soulową barwą i frazowaniem, świetnie sprawdza się na tle psychodelicznych gitar. Jedynym mankamentem, do którego mógłbym się (na siłę z resztą) przyczepić, jest lekka nonszalancja i niedbanie o siłę przekazu. No zwyczajnie w świecie, są momenty, w których kompletnie nie rozumiem co Kostek chce nam opowiedzieć. A sądząc po tytułach takich jak „Kłamstwa Szatana”, czy „Filozofia Dialogu”, głupot tu doświadczymy.Diuna

Choć biorąc pod uwagę poczucie humoru muzyków, które rewelacyjnie zawrali na okładce (ach, ten prl-owski oldschool z cyklu „polskie domy”), można spodziewać się niespodziewanego. I wiecie co? Mimo, że wszyscy słyszeliśmy już setki podobnie grających kapel, jest w Diunie coś co wciąga.

Dziecięciem będąc pogrywałem sobie na kultowej Amidze w strategiczną  grę „Diuna”, przerażały mnie Czerwie Pustyni (inni nazywali je Piaskalami), kiedy pojawiłem się w złym obszarze ekranu, zostawałem wessany przez wielkiego potwora i traciłem członka swojej świty. Pamięć może szwankować; być może rozgrywka wyglądała zupełnie inaczej, jednak tak samo jak gra oraz fantastyka Herberta, chłopaki z Torunia stali się dla mnie właśnie takimi Piaskalami, którzy swoją muzyką wsysają odbiorcę i krążą wraz nim po orbicie swojego stonerowego szaleństwa.

Tom Wolf

Cztery i pół