DEZERTER – Większy Zjada Mniejszego (Mystic)

Świat jest zły, niesprawiedliwy i zachłanny. Przeżyć z podniesionym czołem mogą jedynie ci, co trzeźwo myślą i zachowują zdrowy dystans. Problem w tym, że to często bardzo duży wysiłek, i nie każdemu się udaje. Ale od czego jest Dezerter. Zespół, który cały czas komentuje, obnaża i wyciąga na światło dzienne syf, w jakim przyszło ludziom egzystować. Najnowsza, statystycznie czternasta płyta naszych naczelnych punkowców rewolucji nie czyni, ale ponownie udowadnia, że muzycy są czujnymi i krytycznymi obserwatorami.

Z Dezerterem jest trochę jak z Acid Drinkers – też nagrywają płyty albo klasyczne albo ciut nowocześniejsze. Po Prawo Do Bycia Idiotą, który punkową machinę poruszył nieco w posadach, przyszedł czas na coś bardziej tradycyjnego. Dziesięć nowych numerów to po prostu klasyka sama w sobie. Podkreślona jeszcze bardziej surową i klarowną, analogową produkcją, skonstruowana została według znanych prawideł. Charakterystycznie szczekająca gitara Roberta, zdyscyplinowane bębny Kszysztofa i tym razem – w stosunku do poprzedniego krążka – nieco mniej aktywny bas. Słychać, że zespół chciał stworzyć monolit, bez wycieczek w jakąkolwiek stronę. Po prostu 100% Dezertera w Dezerterze. Wprawdzie muzycy mają inne zdanie, ja jednak uważam, że jest w tej płycie coś z chęci powrotu do dawnych czasów, gdzieś w okolice „Wszyscy Przeciwko Wszystkim”, jest też nadal zadzior i szczery bunt. Tempa wymieszane, czasem nieco wolniej, to znowu z lekkim galopem, może jedynie riffy są bardziej minorowe. Cóż, taki mamy klimat, że posłużę się słynnym bon motem.Fot_D4_Robert_Ochnio

No właśnie – ogólna sytuacja, w jakiej egzystujemy znowu skłoniła Krzysztofa Grabowskiego, by przelać nieco goryczy na papier. Wystarczy przyjrzeć się dokładnie okładce (swoją drogą – dużo lepszej niż „Prawo…”), by skumać intencje twórców. Zgubienie człowieka we współczesnej, cybernetycznej otchłani, dyktat mediów społecznościowych, Internet śledzący nas o każdej porze dnia i nocy to już codzienność. I jeśli ktoś nie zachowa do tego całego zgiełku dystansu, straci nad sobą kontrolę. Choć to mogą dostrzec właśnie ci starsi, pamiętający jeszcze, jak wygląda życie off line. Oprócz tego pojawia się kilka innych wątków. Obok inwigilacji jest i o politykach, poruszono wątek eksmisji, czyli wszystko to, co zatruwa życie, choć mogłoby być ono takie piękne. Nie, to nie sarkazm, jeśli ktoś ma wątpliwość…

Dezerter nadal pozostaje w formie i choć ktoś kiedyś powiedział, że stanie w miejscu jest cofaniem, dla naszych sztandarowych punkowców być może jest to komplement. Nadal są pełni werwy, nadal nie zgadzają się z porządkiem i nie zamierzają wracać do szeregu. A ja z każdym, kolejnym kontaktem z tą płytą bardziej się do niej przekonuję. Bez zaskoczenia, ale z satysfakcją. Solidna rzecz.

Arek Lerch

Zdjęcie: Robert Ochnio

Cztery