DEZERTER – Prawo Do Bycia Idiotą (Mystic)

Jeśli po wysłuchaniu nowej płyty Dezertera nie będziesz chciał uciec z tego kraju, znaczy, że jesteś głuchy. Tak powinno brzmieć hasło reklamowe kolejnej porcji raczej smutnych przemyśleń punkowej legendy. Muzycznie – bez większych zmian.

Punk rock, rock w punkowych szatach, czy hard core? W sumie nie ma większego znaczenia, jak nazwiemy muzykę Dezertera, bo zespół jest już instytucją, ma własny, łatwo rozpoznawalny styl i tak już pozostanie. W swojej karierze próbował różnych rozwiązań, zbliżał się do mocniejszych dźwięków, flirtował z grunge, lekko potknął się o elektronikę a teraz proponuje kolejny już krążek z muzyką raczej stonowaną i odległą od eksperymentów. Choć i takie na nowej płycie się trafiają. „Kłam” na ten przykład to próba ożenienia swingu z sabbath’owym riffem, gdzieś pojawia się nieśmiały klawisz („Ratuj Swoją Duszę”) a „Żaden Bóg” to śmiałe nawiązanie do amerykańskiego rocka środka. Oprócz tego sporo tradycyjnego dla Dezertera punkowania, raz ostrzejszego („Ekonomia”, „Jesteśmy Sektą” czy „Made In China”) to znowu nieco spokojniejszego („Prawo Do Bycia Idiotą” czy zaskakująco wesoły „Świnie”). Nieobce zespołowi są też nowocześniejsze trendy w niezależnej, hard core’owej scenie (np. d – beat „My Polacy”). Wykonanie kawałków nienaganne, Robal bawi się efektami gitarowymi a Krzysiek bębni w swoim łatwo rozpoznawalnym stylu. I w zasadzie byłaby to kolejna, „zwyczajna” płyta Dezertera gdyby nie dwa elementy, które przesądzają o tym, że po „Prawo Do Bycia Idiota” sięgnąć może każdy miłośnik dobrego, zaangażowanego rocka. Po pierwsze – osoba Jacka Chrzanowskiego. Jego basowe partie są rewelacyjne, nakręcają muzykę w niesamowity sposób, są ciekawie skonstruowane i powodują, że proste w sumie kawałki nabierają nowej jakości. Myślę, że w wielu miejscach muzyk ten zaznaczył się także jako sprawny aranżer. Drugi element, który przesądza o wyjątkowości propozycji Dezertera, to teksty. Smutne, złośliwe i jak zwykle punktujące naszą głupotę, zaprzaństwo i zaściankowość tak dobitnie, że aż pokrywam się rumieńcem i… mam zamiar spieprzać stąd w podskokach. Igrzyska, które zastępują nam myślenie i wolę zmian („Jesteśmy Sektą”), marazm graniczący z głupotą („Prawo Do Bycia Idiotą”), przekleństwo relatywizmu („Co Za Czasy”), wreszcie genialne moim zdaniem wyznanie wiary a la Dezerter w postaci „Blasfemii”. Sporo tu gorzkich słów, oskarżeń naszego codziennego zagubienia w ciągle dla nas nowej komercyjno – demokratycznej rzeczywistości, która zamiast zdrowej rywalizacji i radości budzi w nas demony. Gorzkie prawdy, podane w otoczce hałaśliwej muzyki nie są może najlepszym prezentem dla zadufanych w sobie muzycznych debili, poszukujących w Kappahl’u modnych ciuchów a la punk. Mamy wolność słowa i wolność bycia sobą, mamy prawo wyboru, i prawo do bycia idiotą. Ależ aktualne przesłanie…

Arek Lerch 

Cztery i pół