DEPHOSPHORUS – Ravenous Solemnity (7 Degrees Records)

Dephosphorus to kolejny reprezentant nietradycyjnych połączeń muzycznych. Zakrapiany black metalem grindcore to zjawisko coraz częściej spotykane, choć nie wszystkim sztuka ta wychodzi jak powinna. Trzeci album grupy jedynie przypomina, że muzyka prezentowana przez Greków to profesjonalizm władania oboma gatunkami jednocześnie.

Black metal i grindcore z kompozycyjnego punku widzenia wbrew pozorom mają wiele ze sobą wspólnego. Jest szybko, bezkompromisowo, towarzyszy temu jakiś konkretny przekaz. Gdy oba gatunki zbierzemy do kupy, zostajemy skonfrontowani z niezwykle potężną siłą. Do tego sposobność do tworzenia wpadających w ucho, melodyjnych riffów i właściwego wyczucia bujanych rytmów, sprawiają, że oryginalność grupy znacznie zyskuje na wartości. To niezwykle trudne zadanie by przeprowadzić właściwą drogą proces przenikania gatunków. Po raz kolejny jestem pełen podziwu dla tego zespołu, gdyż, paradoksalnie, trudno tak naprawdę mówić tutaj o jakimkolwiek przenikaniu. Dephosphorus doprowadził do stanu, w którym skrajności zostały sprowadzone do minimum, tworząc tym samym jednorodny twór, jeden spójny gatunek.D band

Na początek mocne uderzenie, black metalowa chropowatość i grindcore’owa agresja, to pierwsze dania serwowane na Ravenous Solemnity. Jedną z najbardziej charakterystycznych różnic jest brzmienie – każdy element instrumentarium jest znacznie bardziej wyeksponowany. Są momenty, w których dusimy się od natłoku gitarowych piłowań, jednak chwilę potem przychodzi czas na techniczne wywody gitary i głębie dysonansu („Reversed into Contraction”, „Storming the Sloan Wall”). Dobrym przykładem rozkładu muzyki na wielowymiarowych przestrzeniach są kolejne numery, „There is a Color” rozpoczyna hardcore-punkowa petarda, następny „Ancient Drone” ze sludge’ową wstawką także przyczynia się do rozpatrywania muzyki Dephosphorus w pryzmacie przynajmniej kilku kontekstów. Spora liczba zaczerpnięć z wielu, czasem skrajnie różnych gatunków sprawia, że ciężko odczuć znużenie. Bo choć początkowo mamy do czynienia z bardziej żywiołowymi wariacjami, tak w dalszej części zaprezentowane zostaje bardziej klimatyczne oblicze, miejscami nieco psychodeliczne („Towards the Cold, Mysterious Infinity”, „A Fountain of Daggers”).

Wielobarwne twory mają to do siebie, że łatwo przesadzają w doborze wykorzystywanych metod tworzenia. Jednak to, co wyróżnia Dephosphorus na tle innych eksperymentów to właściwe wyważenie wykorzystywanych sposobów muzycznego przekazu. Wszystko tutaj pasuje jak ulał, każdy znajdzie coś dla siebie, a nieobecność któregoś elementu negatywnie wpłynęłaby na efekt końcowy materiału.

Adam Piętak

Pięć