DEERHUNTER – Fading Frontier (4AD/Sonic Records)

Być może taka uwaga pojawia się za późno, ale jeśli jeszcze nie macie prezentu na święta, “Fading Frontier” będzie świetnym pomysłem (lepszym niż królik czy chomik…), szczególnie, jeśli osoba obdarowywana lubi dobrego indie rocka. Działający już dziesięć lat kwartet z Atlanty swoją siódmą płytą potwierdza świetną formę; w pisaniu dobrych, choć pozornie zwyczajnych, artystowskich piosenek nie mają sobie równych.

Deerhunter czyli ukochane dziecko Bradforda Coxa – tu i ówdzie odbieranego jest jako dziwaka, w dodatku cierpiącego na rzadką chorobę – który traktuje zespół jak formę terapii. Nowa płyta jest także wynikiem niezbyt miłych zdarzeń – Cox zaliczył pod koniec zeszłego roku wypadek i w ramach poprawy nastroju nagrał płytę niezwykle optymistyczną, lekką choć nadal ambitnie podchodzącą do indie rockowej tkanki. Bez umizgów i nabożnej czci.Deerhunter band

Przede wszystkim – liczy się pogodny nastrój, zabawa i muzyka przez duże M. Jeśli szukacie eksperymentów i złości, nie tędy droga. Na „Fading Frontier” zespół wyciąga same słodkości, bawiąc się piosenką, lekkim rockiem i faszerując to wszystko fajnymi brzmieniami i melodiami. Ok., to nadal ambitna twórczość, ale przede wszystkim słyszymy rozrywkowe dźwięki. Bo co innego powiedzieć o maksymalnie coldplayowych „Living my Life” czy „Ad Astra”. Jest elektronika, akustyczne brzmienia, nostalgia lepiąca się do ucha. Są rockowe sztosy „Carrion”, bitelsowski „Take Care” czy niepoprawnie optymistyczny „Duplex Planet”. A kiedy trzeba, pojawia się i mocniejsza pulsacja np. w czkającym lekko stylistyką Frantza Ferdinanda „Snakeskin”. W zasadzie dostajemy wszystko co w dobrym, koledżowym rocku najlepsze. Zagrane lekko, z pomysłem i bez niepotrzebnych szaleństw. Jak zwykle – można słuchać dla rozrywki, można bawić się w rozbieranie aranżacji na części, by przekonać się jak misterna to układanka. Cóż, nie jest sztuką kombinować, sztuką jest kombinować tak, by nie było tego słychać. Deerhunter się to udaje. Za rok pewnie nie będę o płycie pamiętał, ale dzisiaj dobrze się bawię…

Arek Lerch

Cztery