DECAPITATED – Blood Mantra (Nuclear Blast/Mystic)

Ukazanie się szóstego albumu Decapitated jest wydarzeniem ważnym nie tyle na skalę polską, co światową. Kapela nastolatków z Krosna, którzy w 2000 roku zadziwili deathmetalową scenę odważnym debiutem „Winds of Creation”, mogła stać się ciekawostką jednego sezonu, a wbrew wszystkiemu osiągnęła pułap globalnej marki, która tchnęła w gatunek nowego ducha. Zespół mógł definitywnie zakończyć działalność wraz ze śmiercią Vitka, ale bardzo dobrze, że stało się inaczej. Nagrana po kilkuletniej przerwie płyta Carnival Is Forever pokazała, że mimo zasadniczych zmian w składzie kapela nie umarła. Minęły kolejne trzy lata i znów wymiana połowy składu. Na „Blood Mantra” słychać, że nadeszło nowe rozdanie, że grupa jest w innym miejscu, że nie boi się iść przed siebie, nawet jeśli ma to oznaczać odejście od stylistyki poprzednich wydawnictw.

Nie może dziwić, że „Blood Mantra” znacznie bliżej ma do „Carnival Is Forever” niż choćby do „Organic Hallucinosis” czy „The Negation”, aczkolwiek nie jest to próba skopiowania patentów, które sprawdziły się na płycie wydanej w 2011 roku. Zespół, który wzbudził zachwyt i zdobył powszechne uznanie perfekcyjnie skomponowanymi i zaawansowanymi technicznie wczesnymi płytami, porzucił wyścigi z metronomem i wyższą matematyką. Choć na „Blood Mantra” pojawiają się blastbeaty, w porównaniu choćby z „Nihility”, jest ich tu tyle, co kot napłakał. Ponaddźwiękowe tempa ustąpiły miejsca motorycznemu mieleniu opartemu o brudne thrashujące riffy. Kompozycje nabrały kształtu żywego, mięsistego bytu. Stały się prostsze, choć dłuższe, płynące swobodniej. Mniej zaś sterylne, mniej obliczone i zaprojektowane. Pozornie zaprzeczyć może temu stwierdzenie, że w najnowszej twórczości Decapitated coraz lepiej słyszalne są wpływy mechanicznej rytmiki Meshuggah (rezultat wspólnego koncertowania w latach 2012-13?). Nawet jeśli Szwedzi odcisnęli piętno na kompozytorskim stylu Vogga, równie dobrze można powiedzieć to o Panterze. Tak czy inaczej, polski kwartet sam kształtuje swoje DNA i to Decapitated jest zespołem, który tak często próbują kopiować zespoły z Wielkiej Brytanii czy Ameryki.

Wokale Rafała „Rasty” Piotrowskiego, obok Vogga najstarszego stażem członka kapeli, dystansują to, co zrobił na poprzednim krążku. Są bardziej wyraziste i stanowią ważniejszy element całości niż do tej pory. Zupełnie nowa sekcja rytmiczna złożona z Pawła Paska (także Virgin Snatch) i Michała Łysejko (nagrywał do tej pory z Morowe czy Night of the World), kulom się nie kłania. Ten drugi ma zupełnie inny feeling niż jego poprzednik Krimh, ale idealnie zaadaptował się do surowych wymagań Decapitated.

Siłą „Blood Mantra” jest jej koncertowy i wybuchowy charakter. Kapela niemal w całości gra płytę na żywo i robi to z największym powodzeniem. Można mieć podejrzenia, że materiał został skomponowany na kolanie, na poczekaniu, bo brakuje jej wymyślnych patentów czy przesuwania barier szybkości i techniki. Właśnie z tego powodu tak celnie trafia ona w moje gusta.

Adam Drzewucki

Sześć