DEATH GRIPS – Exmilitary (Third Worlds)

Domyślam się, że dla większości bywalców tego portalu muzyka niegitarowa nie stanowi raczej dania głównego w osobistym menu. Nie zrażajcie się – jeśli kręci was muzyczna jazda po bandzie i idea przesuwania dźwiękowej ekstremy bez względu na gatunek, to czemu tym gatunkiem nie miałby być rap?

O Death Grips nie wiem praktycznie nic, na ich debiutancki album natknąłem się poniekąd przypadkiem, zaiskrzyło jednak od razu, choć dzieli nas przecież tak wiele… Ogromnie podoba mi się zarówno muzyka tego niepięknego tercetu, jak i postawa, która za nią stoi. Jeśli dobrze odczytuję intencje twórców, przyświeca im ta sama gwiazda co ojcom założycielom gatunku, a przy tym wywracają oni do góry kołami wszystkie przymioty, które współczesnym hiphopowcom wydają się nieodzowne. „Exmilitary” to płyta wyjątkowo niesubtelna, antynurtowa i chaotyczna. Łamane, twarde bity nie przypominają żadnej z produkcji Timbalanda, The Neptunes, g-funku ani dubstepu, już raczej efekt frenetycznej improwizacji na Akai. Hałaśliwe, industrialne tło i grubo ciosane sample, wprost i beż żenady zaczerpnięte min.  z Pink Floyd, Black Flag czy Crazy World of Arhur Brown również odstają od aksamitnych podkładów współczesnych gwiazd, bardziej niż do tańca zachęcając do łomotania głową w ścianę. No i te wokale – zerowy „floł”, toporne skakanie po frazach, teksty bardziej skandowane niż recytowane – śp. Russel Tyrone Jones klaszcze w trumnie z zadowoleniem. Death Grips czerpie oczywiście z dokonań Public Enemy, Eric B & Rakim czy EPMD, ale ich podejście do materii rapu, to swobodne rzucanie się w oko cyklonu, rozpychanie łokciami gatunkowych ram zbliża ich bardziej do Throbbing Gristle, jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało. Jeśli „Exmilitary” ma jakiś (znany mi, wszak spec ze mnie żaden) precedens, to są nim dokonania odszczepieńców z Dälek czy Antipop Consortium. Nie znaczy to, że te trzy składy grają tak samo, ale powinowactwo mentalne między nimi istnieje z pewnością. Death Grips jest z tej trójki najbardziej nieokrzesany, garażowy i hałaśliwy, a jednocześnie na tyle dobry, że nie sposób upchnąć go do kategorii „ciekawostek”.

„Exmilitary” nie pomoże z pewnością zbudować linii porozumienia z sąsiadem, który przez ścianę katuje płyty Don Guralesko, również i nastoletni kuzyn ograniczy się do wzruszenia ramionami, wyśmiania gównianego brzmienia i puenty, że rap dla inteligentów to Eldo. Szczerze wątpię też, że Death Grips otworzy komukolwiek bramę do odkrycia bogatego i przepastnego świata hiphopu. Bywa jednak, że na obrzeżach niezbyt cenionego gatunku odkrywamy albumy powalające, choć ani to żelazna klasyka, ani dziejowy przełom. Trudno mi na razie stwierdzić, czy „Exmilitary” to dzieło natchnionych szamanów czy muzyczny autyzm, ale obcowanie z tym szaleństwem jest raz po raz niezwykle orzeźwiające. Płyta jest dostępna za zupełną darmochę pod adresem www.thirdworlds.net .

Bartosz Cieślak  5