DEATH – Individual Thought Patterns (Relapse)

Bolączką reedycji jest wątpliwa motywacja towarzysząca tego typu wydawnictwom. Rzadko kiedy udaje się wydawcom wymyślić coś na tyle sensownego, by usprawiedliwić drenowanie kieszeni fanów. Osobiście uwielbiam oryginalne wydania płyt, dlatego ten proceder jest dla mnie w 90%  kurestwem. Na szczęście, w przypadku tak znakomitej płyty jak „Individual…” Relapse uniknęła w dużej mierze wspomnianej, mało pochlebnej etykietki.


Rozwodzenie się nad podstawową zawartością „Individual…” jest cokolwiek śmieszne, bo każdy maniak technicznego death metalu zna te dźwięki na pamięć. Dla niżej podpisanego obok ”Human” to najlepsze i najciekawsze dzieło nieodżałowanego Chucka Schuldinera. Na tej płycie udało mu się zgromadzić optymalny skład, pokazać pomysły, które dla kiełkującej sceny śmiertelnego metalu były niczym wykład o rozszczepieniu atomu wygłoszony dla przedszkolaków. Każdy dźwięk jest tu majstersztykiem i nawet dzisiaj, po 18 latach od premiery płyty, zapiera dech w piersiach. Dobrze, że wydawca nie pokusił się o jakieś znaczące zmiany w stosunku do stworzonego w studiu brzmienia, zadowalając się lekkim masterem, dodającym nieco głębi oryginałowi. I tyle… Dla fana ważniejsze są dodatki. Przyznam się, że reedycja „The Sound of Persevrance” była kiepska – skromna wkładka a nade wszystko dodatkowy, słabiutki dysk – bo po co mi zestaw znanych kawałków, nagranych np. bez basu, albo na siłę odgrzebywane, słabe wersje demo? Czy faktycznie nie można było znaleźć czegoś ciekawszego?!?

Nie wiem, czy nowe wydanie „Individual…” jest reakcją na krytykę wspomnianej wyżej reedycji, dość, że dodatkowy dysk, jaki znajdziemy w recenzowanym wydawnictwie to autentycznie smakowity kąsek – zawiera bowiem pełny koncert z 1993 roku zarejestrowany w Niemczech… i to jak zarejestrowany! Znakomite, tłuste brzmienie, świetna forma muzyków, Hoglan za garami, doborowy zestaw kawałków z „Leprosy”, „Lack of Comprehension” i żelaznym pakietem z promowanej „Individual…” na czele. Dzisiaj, w dobie sterylnych produkcji i wszechobecnych na metalowej scenie triggerów, analogowe nagranie sprzed lat doskonale puentuje brutalną siłę death’owej maszyny. Na koniec jeszcze rodzynek z sesji nagraniowej „Individual …” czyli „The Exorcist” Possessed z Hoglanem męczącym gitarę. Ale to nie wszystko, że sparafrazuję reklamę – warto zajrzeć do wkładki, bo tu obok kilku archiwalnych fot mamy sporo do czytania. O świetny i całkiem rozbudowany komentarz pokusił sie sam Gene Hoglan, opisujący kulisy dołączenia do zespołu i sesję nagraniową.

Przyznam się, że dzięki tej reedycji naprawdę dowiedziałem się o „Individual…” czegoś nowego, poczynając od takich kwiatków jak fakt, że Hoglan podczas sesji po raz pierwszy użył zestawu perkusyjnego z dwoma ride’ami (info dla maniaków…), skończywszy na lepszym zobrazowaniu kondycji samego zespołu w 93 roku (szczyt formy? Mogę się o coś takiego pokusić…). Taka, kompetentna podróż wstecz bardzo mi się podoba. Zaliczam zatem pomysł tej reedycji, jak i jego realizację do maksymalnie udanych. Trudno w przypadku powtórki z rozrywki przyznawać punkty, ale jeśli tak miałbym postąpić, szóstka byłby murowana…

Arek Lerch