DEALER – Degradacja (Spook Records)

Nie jestem znawcą ani nawet fanem hc i pewnie niektórzy czytelnicy ostro skrytykują moją recenzję tego wydawnictwa. Wydaje mi się jednak, że czasem takie świeże spojrzenie może być równie cenne co opinie starych wyjadaczy. Ekipa Dealer to band działający już od ponad dekady. Myśląc więc logicznie po tak doświadczonym zespole można spodziewać się mocnej i dopracowanej debiutanckiej płyty. Żeby wyrobić sobie punkt odniesienia przed oceną tego albumu przesłuchałem kilka rekomendowanych wydawnictw z polskiej sceny hc (Schizma,1125) i na tym tle Dealer wypada niestety po prostu blado.

Może i debiut ten rodził się w bólach, lecz moim zdaniem „Degradacja” robi wrażenie materiału wymęczonego. Muzycznie zespół lokuje się w rejonach zarezerwowanych dla mocarnego (przynajmniej w założeniu) hc czy może nawet bardziej rap core’a – grania, które lata temu na salony wprowadził zespół Limb Bizkit. Na pierwszy plan zdecydowanie wybija się para wokalistów, których najprościej scharakteryzować jako duet rapera i hard core’owego krzykacza. Panom udzielającym się za mikrofonem nie sposób odmówić zaangażowania, chwilami jednak linie wokalne zaczynają sprawiać wrażenie nieco monotonnych. Prawie wszystkie utwory oparte są na tym samym schemacie wokalnego dialogu i mówiąc krótko nie wypada to najlepiej. Hc to również a może nawet przede wszystkim teksty i przesłanie, które ze sobą niosą. Większa część liryków porusza tematy społeczno-polityczne w dość mocnych, dosadnych słowach opisując naszą dzisiejszą rzeczywistość. Generalnie ten aspekt twórczości Dealer oceniłbym na plus, gdyby nie dwie perełki… Zespół w kawałkach „Dupy” oraz „M jak Melanż” poziomem prezentowanych słów zbliża się do elokwencji ziomali w dresach – jak dla mnie lekka żenada. Jeżeli ktoś decyduje się używać w tekstach języka polskiego to, niestety, powinien być świadom tego, że nie jest to tak prosta materia jak wszechobecny angielski.

Brzmienie jakie generuje Dealer na tle innych zespołów tego nurtu również nie powala na kolana. Brak tu zdecydowanie takiego silnego ciosu gitarowych riffów, brak po prostu mocy. Na zakończenie jeszcze jedna sprawa. Zespół zupełnie – moim zdaniem – niepotrzebnie uraczył nas cover’em Acid Drinkers „Drug Dealer”. Wielkim fanem Acid’s nie jestem, ale wersja w wykonaniu krakowskich krzykaczy jest po prostu słaba.

Dealer jest podobno pionierem rap core’a w naszym kraju lecz mnie ten zespół zupełnie nie przekonuje. Być może na kolejnym wydawnictwie panowie bardziej popracują nad własnym stylem i pomysłami a wtedy powinno być lepiej.  Pożyjemy, zobaczymy…

Wiesław Czajkowski 2