DEAFHEAVEN – Sunbather (Deathwish Inc.)

Lubię zespoły, które wzbudzają kontrowersje a amerykański Deafheaven należy bez wątpienia do grup, nad którymi przejść obojętnie się nie da. Trochę dziwię się wszystkim tym, którzy wieszają psy na tej grupie nazywając ich zdrajcami black metalu czy może zdrajcami metalu w ogóle. Przecież black metal dziś to czysty cyrk i kabaret a różowa okładka „Sunbather” jest wcale nie bardziej szokująca niż popisy legandarnego Atilli Csihara. Gdzie w tym wszystkim odnajdziemy Deafheaven? Odpowiedź na to pytanie nie jest prosta bowiem na swojej najnowszej pozycji grupa odchodzi od metalu dość daleko…

Osobiście nie widzę w najnowszym dziele Deafheaven absolutnie niczego kontrowersyjnego i po raz wtóry powtórzę, że nie jestem w stanie zrozumieć, dlaczego album ten wzbudza aż tak skrajne emocje. W moim odczuciu „Sunbather” to rzecz zwyczajnie nudna, rzecz, której zabrakło polotu i wyraźnego kierunku w jakim zespół chciałby poprowadzić swą twórczość. Być może taka a nie inna ocena spowodowana jest zbyt metalowym podejściem do tego albumu i stąd niezrozumienie bardziej dojrzałej płaszczyzny dzieła; słuchając tych dźwięków po raz n-ty utwierdzam się w swoich tezach coraz bardziej. Po pierwsze  Deafheaven może szokować co najwyżej różem. Po drugie – „Sunbather” to płyta poetycko wręcz pozbawiona głębi.

Blisko godzina jaką spędzić trzeba na penetrowaniu różowego świata Deafheaven dłuży się niemiłosiernie. Zespół starał się chyba na jednym albumie zawrzeć wszystkie charakterystyczne dla wszelkich post-dziwactw elementy i stworzyć swoisty absolut takiego właśnie grania. Efekt jest taki, że „Sunbather” zawiera dużo lecz ilość absolutnie nie idzie tu w parze z jakością. Co z tego, że ktoś tu próbuje zaszokować słuchacza techno-drone; co z tego, że kilka razy w miękką poduszkę wgniatają wymuskane pseudo-blasty lub dla kontrastu czarują sheogaze’owe pasaże… Materiał ten w całości jest dziełem niestrawnym… a może jest wręcz przeciwnie i za kilka lat różowy album Deafheaven stawiany będzie jako archetyp nowej fali metalowego grania? Metalu w moim odczuciu nie ma tu prawie wcale, nie ma też klimatu i dramaturgii, jest za to całkiem sporo dłuuugich dźwiękowych mielizn, pełnych różu i pudru…

Z pewnością nie jest to płyta, do której wrócę. Próbując dotrzeć do sedna tego materiału przesłuchałem go wiele razy, nic mnie ani razu nie zaskoczyło a w tej chwili po dźwiękach z „Sunbather” zostało już w głowie mniej niż niewiele. Na zakończenie tytułem przestrogi powiem tylko tyle – są lepsze zespoły i lepsze płyty, na które warto tracić czas i pieniądze a co do Deafheaven to naprawdę nie rozumiem o co ten cały krzyk…

Wiesław Czajkowski

Trzy