DEADLY FROST – Voices From Hell

Proszę o uwagę bo sprawa jest skomplikowana. Oto macie okazję przeczytać recenzję debiutanckiego albumu zespołu, który już nie istnieje, ale z radością powitałby kogoś, kto zająłby się wydaniem tego materiału. Na starcie mamy więc plus dziesięć do kultowości, ale na szczęście muzyka broni się sama, a Deadly Frost złożyli broń w stylu, który zapewni im chlubne miejsce jeśli nie w annałach sceny metalowej, to przynajmniej w moim domu.

Miałem okazję poznawać dorobek Deadly Frost w miarę na bieżąco i mam wrażenie, że od początku swojego krótkiego żywota zespół miał sprecyzowaną wizję tego, jak powinna brzmieć ich muzyka. Te nuty nie musiały dojrzewać w głowach ani czekać, aż nabiorą sznytu oryginalności. Wywleczona jeszcze z prehistorii Holy Death idea grania na drugim/trzecim biegu, ciężko, z wyraźnym odwołaniem do gatunkowych praszczurów zagrzebała się w ziemi jeszcze głębiej, sięgając do samego sedna takiej estetyki. „Voices From Hell” jest po prawdzie dosłownym podsumowaniem dorobku, bo  zbiera utwory rozsiane dotąd po demówkach i splitach z bodajże jednym autorskim kawałkiem premierowym, ale w żadnym razie nie brzmi to jak składanka. Deadly Frost bez porywania się na wydumane eksperymenty odtworzył klimat Hellhammer bez kopiowania riffów Warriora, zanurzył się w kotle pierwszych płyt Samael bez odgrywania popłuczyn po „Into The Pentagram” i tchnął w to wszystko nutę rock’n’rollowej wibracji nie parodiując Lemmy’ego. Osobną sprawą jest dobór utworu na wieńczący „Voices From Hell” cover. Recenzując split Deadly Frost z Darenem narzekałem na tendencyjną przeróbkę „In League With Satan”, jakby nie było na świecie czegoś mniej oczywistego – tym razem zespół porwał się na odegranie utworu Siekiery, i to wcale nie z okresu srogiego punkowego napierdolu. „Idziemy Przez Las” zachowuje duszny nastrój oryginału, a przy tym zalatuje tą samą stęchlizną, którą podjeżdżały pierwsze dokonania Paradise Lost i Winter. O ile barwniejsze byłoby podziemie, gdyby zespoły nie wstydziły się sięgać po taki repertuar…

Teoretycznie muzyka, jaką gra Deadly Frost ma się najlepiej od czasów świetności Samael i Pandemonium, choć oczywiście w zupełnie innym kontekście dziś funkcjonuje. Fakt, że powroty do starej szkoły metalu są wciąż na czasie ciągle jakoś nie zawsze przekłada się na zainteresowanie fanów stosowne do jakości zespołów. „Voices From Hell” słyszy mi się jako jeden z najciekawszych tworów osadzonych w pierwotnych brzmieniach, i może jakiś bonzo z wytwórni rzuci talara na struny i kalafonię, bo szkoda by było spychać tak fajny album do szufladki „ciekawostka dla fanów”.

 

Bartosz Cieślak