DAWID PODSIADŁO – Annoyance and Dissapointment (Sony Music)

Zastanawiam się, ile jeszcze będziemy chwalić złotego chłopca z Dąbrowy Górniczej. Czy dwudziestolatek z wąsem, będący zagłębiowskim odpowiednikiem Chrisa Martina, popełni faux pas, zbłaźni się, jak nie wypowiedzią, to czynem lub koncertem, czy da powód do tego, aby go nie lubić jako artystę. Drugi krążek młodego wokalisty choć ma wyraźnie słabe momenty, nie pozostawia złudzeń co do jednej rzeczy. W naszym show bizie, będącym dość dziwnym środowiskiem, gdzie z tancerzy telewizji śniadaniowej robi się gwiazdy imprez masowych, ten może zbyt inspirujący się dokonaniami innych artystów wokalista, potrafi doskonale odnaleźć się zarówno wśród dużych i małych ryb, płynąc własnym torem, realizując przy tym kolejne cele. Nie wiem ilu ludzi stoi za bezpośrednim i miejscami aż nieznośnym sukcesem Dawida, ale między kibicowaniem w dalszej karierze, trochę mu zazdroszczę.

Szalone tempo pracy tego młodego człowieka, ilość kolaboracji, występów na festiwalach, prestiżowych imprezach i skrupulatne korzystanie z brzydko mówiąc, hajpu, wokół Dawida, czarującego wokalisty doskonale czującego brzmienia spod znaku Coldplay i sennego r&b, jak i wściekłego krzykacza w rockowym Curly Heads dyktowało bliższe przyjrzenie się jego karierze, a co za tym idzie, poddanie w wątpliwość sukces drugiej płyty. Jak się okazuje, już bez pomocy m.in. Karoliny Kozak w kwestii tekstów, Dawid obecnie jest artystą niemal kompletnym, odnajdującym się zarówno w tanecznych brzmieniach („Pastempomat”), kołysankach (Cashew/161644) czy indie rockowych hitach („W Dobrą Stronę”). Co za tym idzie, uniwersalność głosu Podsiadły w połączeniu z doskonałym wczuciem w charakter utworu, nie pozostawia złudzeń co do tego, że blisko pięćdziesiąt złotych wydanych na wersję deluxe płyty, to pieniądze, których nie będziemy żałować. DP fota

Krążek ma jednak swoje małe wady. Ilość dobrej muzyki, której według jinglowych zapowiedzi artysty oczywiście jest spora, ale gdzieś tak w połowie płyty, kiedy ten senny nastrój i zbytnie zaciągnie na Martinowską modłę zbyt często zlewają się w jedno, trzeba przeskoczyć o numer lub dwa, żeby za bardzo w ten materiał nie wsiąknąć. Nie zrozumcie mnie źle – z Dawidem w roli przewodnika po nowym, polskim popie, nie można się nudzić, ale można się zwyczajnie pogubić. Mimo bardzo organicznego brzmienia i minimalistycznych aranżacji na „Annoyance and Dissapointment” dzieje się dużo i chciałoby się podzielić tę przygodę na dwie odsłony. Jedną, polskojęzyczną, bliższą duszy nie tylko młodych fanek wokalisty, i anglojęzyczną na rynki zagraniczne. Z wycieczką na zachód ponoć mu nie śpieszno. Zobaczymy, co na to label, który wybrał mu pseudonim i czeka na dalszy rozwój wydarzeń. Jedno jest pewne: na swoim poletku, będąc w tak młodym wieku, już osiągnął więcej niż wszystkie gwiazdki telewizyjnych programów ostatnich lat razem wzięte.

Grzegorz „Chain” Pindor

Cztery