DARKTHRONE – Arctic Thunder (Peaceville)

Szkoda, że ten „arktyczny grom” brzmi bardziej jak ciche pierdzenie jakiegoś cierpiącego na niestrawność staruszka, niż odgłos zwiastujący burzę. Może jednak nie ma się co obrażać na norweski duet, że spłodził tym razem tak pokraczne dziecko, bo taka jest kolej rzeczy, że po latach tłustych muszą nadejść chude, tak jak jesień musi w końcu przepędzić nawet najdłuższe i najpiękniejsze lato.

Mógłbym pojechać po tej płycie jak po burej suce, ale to przecież psisko, z którym spędziłem większą część swojego życia. Może dzisiaj trochę już niedowidzi, kuleje i sierść się jej tak nie błyszczy jak kiedyś, ale przecież kochałem tę sukę całym sercem, przez wiele lat. Nie zasłużyła na to, żeby okładać ją kijem tylko dlatego, że dopadła ją starość. Wszystkich nas kiedyś dopadnie. Brzydka jest dzisiaj to psina i żal mi się jej robi, kiedy tak szczeka anemicznie i patrzy dookoła tępym wzrokiem. W końcu kiedyś był to postrach całej okolicy i niejeden nosi na ciele ślady po jej zębach. Za wcześnie może by ją uśpić, bo jeszcze chwilami coś tam z tej starej bestii przebłyskuje w jej ślepiach, choć może to tylko złudzenie. Nie mam serca, by zostawić ją w lesie, ale może oddałbym komuś, kto zająłby się nią lepiej. Tylko kto zechce taką brzydką sukę? Krzywdę to ona może już zrobić tylko sobie, więc na psa obronnego też się nie nada. Jeśli macie w sobie tyle współczucia, żeby ją przygarnąć, to lojalnie ostrzegam, że będą z nią już tylko problemy. darkthrone-band

Trzeba uczciwie przyznać, że Darkthrone to twór jedyny w swoim rodzaju i ten starczy uwiąd dopadł ich wyjątkowo późno. Nie przychodzi mi też do głowy żaden inny zespół, który aż dwa razy dokonałby w swojej muzyce radykalnej rewolucji i w każdym z tych przypadków wyszedł z tego obronną ręką. Nie sądziłem jednak, że nadejdzie czas, kiedy jakaś ich piosenka wzbudzać będzie we mnie wstręt, a tak jest już na wysokości otwierającego ten album „Tundra Leach”. Następujący po nim „Burial Bliss” jest tą przysłowiową jaskółką nie czyniącą wiosny – jedynym na tej płycie utworem, którego miałem ochotę wysłuchać więcej niż raz. Czasem, żeby posunąć się do przodu, trzeba najpierw zrobić krok w tył. Nie jest to być może pierwszy taki krok w ich karierze, ale po raz pierwszy w swojej historii Darkthrone miota się w pół drogi pomiędzy swoją black metalową przeszłością, a heavy metalowymi fascynacjami obecnymi na płytach od „F.O.A.D.” wzwyż. Już wolę zmęczonego życiem Nocturno Culto z „The Underground Resistance”, niż tego samego Nocturno, który głosem emeryta imituje nastolatka. Jaki by zresztą nie był powód takiego stanu rzeczy, koniec końców „Arctic Thunder” brzmi jak płyta nagrana z przymusu, na ciężkim kacu. Już na poprzedniej czułem pewne oznaki kryzysu, ale mimo wszystko nie zwiastowała ona aż takiego artystycznego wypalenia, z jakim mamy do czynienia tutaj. To powiedziawszy pozwolę sobie wrócić do wątku o suce i zakończyć tę opowieść fragmentem starej harcerskiej piosenki:

Nie zgaśnie tej przyjaźni żar,

co połączyła nas

Nie pozwolimy by ją starł

nieubłagany czas

Kto raz przyjaźni poznał moc,

nie będzie trwonić słów.

Przy innym ogniu, w inną noc

Do zobaczenia znów.

Michał Spryszak

Dwa