CURRENTS – Spirit and Truth (Red Cord Records)

Zastanawiam się, kto i po co inwestuje pieniądze w taki zespół jak Currents. Przecież takich kapel w Stanach są nie dziesiątki, a setki, w każdym mieście i w co drugiej piwnicy. Nie przypuszczałem, że taka jawna kalka z Legends, The Ghost Inside, For The Fallen Dreams może jeszcze na kimś robić wrażenie, a jeśli dodamy do tego bardzo mocno chrześcijański przekaz, sytuacja staje się dużo dziwniejsza.

Bo, rozumiem, że można (zresztą, całkiem słusznie) pierwiastek religijny traktować za pewien wyznacznik, który razem z muzyką stanowi jedność (For Today, Sleeping Giant), ale takich grup jest mało. Oddanie Bogu i dedykowanie mu swojej pracy jest jak najbardziej w porządku, ale nie wiem, czy stwórca cieszy się z tego albumu. Chyba, że lubi niemożliwie nudne, wtórne i powtarzalne granie na niby hardcore’owo/metalcore’ową modłę i dziesiątki zupełnie nic nie znaczących breakdownów, i co najgorsze, jedną, paskudną barwę wokalu wokalisty. Jeśli tak, Boga strata.
Jedyne co ratuje ten krążek, to dość przyzwoite chórki, niektóre melodie i spokojniejsze fragmenty oraz produkcja. Jak na debiutantów, „Spirit and Truth” brzmi światowo, i śmiało może konkurować z produkcjami zespołów, o których wspominałem wcześniej. Najbliżej im jednak, zarówno kompozycyjnie jak i brzmieniowo, do podopiecznych Facedown Records – Gideon. Kto nie zna, niech lepiej (ich) pozna, a o Currents może zapomnieć.

 Grzegorz „Chain” Pindor