CSSABA – Undergound lo -fi Songs  ( Pagan Records)

CSSABA czyli kolejne oblicze Nihila znanego z wielu zespołów, których nazw tu przytaczał nie będę, bo ani to miejsce ani czas ku temu. W przypadku tego projektu bardziej odpowiednie może być wyrażenie “jedyne pełne oblicze”, bo CSSABA to dzieło, które Nihil stworzył sam, od początku do końca, od pierwszego skomponowanego riffu po nagranie w swoim własnym studio. Dzieło dziwne, klaustrfobiczne, pełne całkowicie odrealnionych dźwięków i… lęków.

Jest to moje pierwsze spotkanie z CSSABA, dzięki czemu podszedłem do tego albumu z całkiem niezapisaną listą życzeń i oczekiwań. Co ma być, to będzie. Już pierwsza kompozycja przekonała mnie, że to jedyna w pełni słuszna koncepcja. Otwierający płytę numer 1 to nieoczekiwane, nienazwane i zimne monstrum, które mimo wszystko nadal ma całkiem sporo wspólnego z pierwotnym obliczem black metalu. Być może się mylę, ale moim zdaniem CSSABA ma w nieoczywisty sposób dużo wspólnego z Burzum. Proste, toporne i cholernie ciężkie riffy wprowadzają atmosferę całkiem podobną do minimalistycznego, opętanego transu jaki niegdyś tworzył Vickernes, tyle, że Nihil nie ogranicza się tylko do klasycznego instrumentarium i wzbogaca swoją muzykę o bardzo ważny dla efektu końcowego czynnik elektroniczno -industrialny.  Słuchając tego albumu trudno się oprzeć wrażeniu, że wymyślonymi przez Nihila dźwiękami, niczym dziwnym, pełnym chaosu i sprzeczności organizmem, rządzi jakiś puls, mroczne, pierwotne tętno… Problem polega na tym, że tętno to stworzone zostało przez umierające serce a krew, którą toczy, jest chora i niesie śmieć.

Nie dajcie się nabrać na cytowane przez wydawcę wypowiedzi Nihila określające ten materiał jako „zbiór folkowo -górniczych piosenek”. „Undergound…” to schizofreniczna, post black’owa podróż w głąb mrocznego, pełnego strachu świata. Nihil po raz kolejny stworzył porcję doskonałej i trudnej w odbiorze muzyki, która hipnotyzuje i powala ciężarem, wciąga i odpycha jednocześnie.

Jest to jedna z tych płyt, które nie pozwalają na obojętność…

Wiesław Czajkowski