CRUENTUS – Every Tomorrow

Na facebookowym profilu Cruentus w sekcji inspiracje znajdują się takie nazwy jak Meshuggah, Strapping Your Lad czy Mnemic. Nie bez powodu umieszczono tam właśnie te nazwy, bo odkąd pamiętam, Szczecińska formacja tuż obok Neurothing mocno czuła takie granie, i przynajmniej w mojej opinii, trochę wyprzedziła swój czas. Dopiero po latach, kiedy djent na stałe wkradł się na salony, a panowie zmienili skład i poszli o krok dalej w elektronicznych eksperymentach, wreszcie mogą wkroczyć na przysłowiowe salony.

Trójka w dorobku Cruentus powinna spodobać się zarówno wielbicielom łamańców a’la Vildhjarta co przebojowego Monuments, i tu dochodzimy do sedna sprawy, bo mimo całego spektrum rozmaitych brzmień z jakimi mamy tu do czynienia, to materiał, który kompletnie nie przemówi do przeciętnego, polskiego słuchacza. Nawet ci, którzy rzekomo uwielbiają Materię, mogą mieć opory przed „Every Tomorrow”, z prostej przyczyny – to dużo inteligentniejsza muzyka, mocno naszpikowana elektroniką bliższą Blood Stained Child i późnego Fear Factory („Spiritual Digitalisation”),  aniżeli tylko zabawa dźwiękami, które święcą tryumfy od blisko dekady.Cruentus

Momentami panowie zbaczają na rejony (emocjonalnie) bliższe Deftones (a tu brawa dla wokalisty), ale w ostatecznym rozrachunku liczy się matematyka i pokazanie jak bardzo jesteśmy sprawni instrumentalnie i zarazem zdolni, aby pokazać w stosunkowo niezbyt rozwlekłych utworach, że w gąszczu głębokiego basu i kolejnych gitarowych ataków, wcale nie tak trudno doszukać się magicznego „razu”. Wszystko zależy od otwartej głowy słuchacza. Kolejny plus, ale nie będę ukrywał, że „Every Tomorrow” to nie jest żadne nowatorskie granie, które odmieni oblicze tej ziemi. Próbowała Proghma-C, lata temu mieliśmy Samo i nie udało się przede wszystkim ze względu na smutne oblicze mocno zatwardziałego polskiego rynku. Wysunę śmiało tezę, że zarówno Cruentus jak i Neurothing powinny ze swoją propozycją nowoczesnego metalu uciec do Niemiec. Daleko nie mają, a tamtejszy rynek nie dość, że wchłonie te popisy, to bez wstydu Cruentus mógłby zagrać trasę z Vitja czy innym Annisokay, i jeśli zabrzmią choć w połowie tak jak na tej płycie (a sesje rozwleczono w czasie), to mogą skraść niejedno metalowe serce.

Grzegorz Pindor

Cztery