CONDUCTING FROM THE GRAVE – Conducting From The Grave (Sumerian Records)

Szkoda, że o takich zespołach jak The Absence, Archons czy Conducting From The Grave wciąż jest „cicho”. Media powinny bić przed nimi pokłony, kochać za własną wizję melodyjnego i technicznego (death) metalu, wielbić za fantastyczny warsztat i wznosić peany za niezwykle ciekawe, porywające – a co najważniejsze, w natłoku dźwięków – zapamiętywalne kompozycje. Nie chcę powyższej trójki stawiać na piedestale takiego grania, ale niewątpliwie, każda z tych formacji – z naciskiem na Kanadyjczyków z Archons, wyróżnia się na tle metalowej reszty. Zresztą, bohaterowie tego tekstu również – wszak gdyby tak nie było, nie trafiliby pod skrzydła Sumerian Records.

Trzeci pełny album grupy z Sacramento to perfekcyjny miks wszystkiego co w nowoczesnym metalu najlepsze. Panowie często lawirują na granicy tego co progresywne (połamańce a’la Within The Ruins!), a co stricte powiązane ze skocznym, szwedzkim łojeniem (inspiracje At The Gates są nadal bardzo słyszalne), a patentami znanymi i lubianymi w okołocore’owych gatunkach. Zaznaczam jednak, że „Conducting From The Grave” i dźwięki na tym krążku zawarte, mimo metalcore’owych inklinacji, to death metal z krwi i kości – wściekły, brutalny i napędzany karkołomnym blastem. W pełni zasłużenie można ten album postawić obok dorobku The Black Dahlia Murder oraz młodszych, ale hołdujących Dahli Francuzów z Decades of Despair. Generalnie,  jeśli właśnie te dwie nazwy coś Wam mówią, bądź taki metal lubicie najbardziej – jak najszybciej zbratajcie się z Conducting From The Grave. Po pierwsze: bo band ma skromny, ale imponujący warsztatem dorobek, po drugie: nie sposób przejść obok takiej młócki zupełnie obojętnie – przy takich petardach jak „Signs” czy „Into The Rabbit Hole” głową machamy bezwarunkowo, a po trzecie: w natłoku tegorocznych premier ten jeden album zdecydowanie – uwaga – odpręża. „Conducting From The Grave” to czysty, agresywny, ale za to niezwykle inteligentny i podany w przystępnej formie „deszcz metalowy” fun.

Tylko nie zwracajcie uwagi na czyste wokale…

Grzegorz „Chain” Pindor

Cztery