COMITY – A Long, Eternal Fall (Throatruiner Rec.)

Chińczycy mają takie powiedzenie: „Obyś żył w ciekawych czasach”, zwykle skierowane do kogoś, komu źle życzą. I faktycznie, czasy mamy nazbyt ciekawe. Odchodzą wielcy muzycy, na świecie tylko głód, smród, wojny… A! No i mnóstwo zajebistej muzyki! Ona zawsze przychodzi do nas, by ukoić skołatane nerwy. Tylko czy aby na pewno przy nowej płycie francuskiego Comity „A Long, Eternal Fall” możemy się zrelaksować?

Oderwać od rzeczywistości na pewno! Na tej płycie dzieje się tyle, że łatwo o muzyczny zawrót głowy. Francuzi proponują techniczną mieszankę hardcore’u, post-metalu i noise’owego punk rocka na ośmiu kolejno, numerycznie zatytułowanych kawałkach. I tak pierwszy „I” zaczyna się intrygującym, gitarowym wstępem, po którym następuje istne szaleństwo. Comity przekracza bariery i łamie utarte schematy, wspomnianych kilka linijek wyżej stylów – tym co wyczynia sekcja rytmiczna, spokojnie można byłoby obdzielić co najmniej kilka metalowych płyt, połamane rytmy, gdzieniegdzie jazzowe synkopy, szaleńcze blasty i crustowy łomot. Gitary oczywiście nie pozostają w tyle: ostre brzmienia i przede wszystkim background, który tworzą, czyni każdy z kawałków kopalnią do odkrywania ciekawostek, wystarczy, że posłuchacie „IV”. Ileż tam się dzieje! Brak tu oczywiście melodii w dosłownym znaczeniu, ale po którymś z kolei przesłuchaniu płyty, można złapać się na nuceniu tych mniej skomplikowanych fragmentów (ach, ten breakdown w okolicach 3 minuty „IV”!). Fajne też w „A Long, Eternal Fall” jest też to, że każdy z muzyków udziela się wokalnie, wtórując sobie wzajemnie, trochę w stylu post-metalowców z Cult Of Luna, jest więc rozdzierający krzyk i szaleństwo przekazu. Tym z Was, którzy chcą wyrobić sobie jako takie zdanie na temat płyty, od razu odsyłam do utworu z numerem siódmym. To w zasadzie kondensat wszystkiego co francuzi mają nam do zaoferowania – długa, ponad jedenastominutowa kompozycja, składa się z trzech zgrabnie połączonych części. Mamy więc hardcore, czystą gitarową miniaturę, oraz końcówkę, która znakomicie pasowałaby do debiutu COL.Comity

Comity za swoje inspiracje podają (dosłownie): krew, pot, łzy, flaki (?), pasję i sztukę. I bez żadnej ściemy mogę potwierdzić, że to czuć. Ich muzyczne zaangażowanie słychać w każdej minucie najnowszej płyty. Warto też wspomnieć, że Francuzi mają na swoim koncie kocnerty z takimi tuzami jak The Dillinger Escape Plan, czy Converge – daje to pojęcie czego możemy się po „A Long, Eternal Fall” spodziewać. Choć spodziewajcie się niespodziewanego.

Obyśmy nadal żyli w ciekawych czasach…

Tom Wolf

Cztery i pół