COLTSBLOOD ‒ Into The Unfathomable Abyss (Candlelight)

Debiutancki album pochodzącego z Liverpoolu tria z pewnością nie trafi na szczyty list popularności, ani nie zdobędzie powszechnego uznania fanów hałasu, pomimo znaczącego przecież faktu, że kapela supportowała już między innymi Watain. Jest tak dlatego, że gatunek w jakim porusza się Coltsblood jest wyjątkowo niszowy i pozbawiony przebojowego potencjału. Piwniczny, parszywy i obskurny sludge doom crust metal w wykonaniu Anglików przypomina dokonania takich legend i pionierów depresji i mizantropii, jak Grief, Burning Witch czy Noothgrush.

Zupełnie nie zważając na wiodące trendy „Into The Unfathomable Abyss” przytłacza kolosalnym brudem i ciężarem oraz nieludzko wolnym i ślimaczącym się tempem. Trudno w ogóle w tej muzyce znaleźć jakiekolwiek melodie. Dominują monstrualne riffy, które z sadystyczną siłą katują i zgniatają słuchacza, redukując jego istnienie do mokrej pulpy, przypominającej produkt maszynki do mielenia mięsa. Bezpardonowej ścianie przesterowanego dźwięku akompaniuje wydobywający się ze studni głos ofiary niekończących się tortur. Muzyka Coltsblood wypełniona jest cierpieniem, udręką istnienia i walką o każdą sekundę życia.Coltsblood pic 1.

Gigantyczne w swojej formie i wadze numery „Beneath Black Skies”, „Abyss of Aching Insanity” czy „Return to the Lake of Madness” są jak bezlitosne buldożery likwidujące każdą, napotkaną na swojej drodze przeszkodę. Po przesłuchaniu z uwagą całego albumu znajdziemy się na dnie bagna, wypełnieni, oblepieni, przesiąknięci czarnym i cuchnącym szlamem. Słuchanie Coltsblood to przynosząca sadomasochistyczne wrażenia wstydliwa przyjemność, do korzystania z której przekonanie będzie miał ten, kto nie boi się zajrzeć w najbardziej ponure i posępne sfery ludzkiego wnętrza.

Adam Drzewucki

Pięć