COLD WORLD – How The Gods Chill (Deathwish)

Gdyby Czesław Niemem żył, może śpiewałby „Zimny jest ten świat”, oczywiście jakby posłuchał nowego longa Cold World. Następny w ich dysko „duży” album, po raz kolejny przygniata dobrym, hardcore’owym flow z lekką dozą „wyrapowania”. „How The Gods Chill” spuszczony ze smyczy przez Deathwish Records robi robotę i ciężko przejść obok tego obojętnie, tym bardziej jeśli dobrze pamiętasz nieśmiertelne lata 90-te, „białyhazard”, koszule w kratę, albo składankę „Judgment Night”.

Cold World puścili w obieg singiel nazwany dokładnie tak jak cały lp, w którym gościnnie udzielił się raper Sean Price. Dopiero po pewnym czasie ukazał się pełnowymiarowy materiał, gdzie też mamy kolaborację np. z legendą hip-hopu’u o ksywie Kool G Rap, w promującym album, zajebistym numerze „Hell’s Direction” i pochodzącym z nowojorskiego Queens – Mayhem Lauren’em, co na wejściu budziło moje skojarzenia z kultowym soundtrackiem do filmu „Sądna Noc”. Tego zwyczajnie trzeba posłuchać, żeby skumać w czym rzecz. Może myli mnie pamięć, ale dawno czegoś takiego nie było, pomijam tutaj nowe wydawnictwo Body Count, którzy jak na gangsterów przystało są samowystarczalni i nie bratają się z byle kim. Wracając do tematu, „How The Gods Chill” to nie tylko rapy, owszem, są tzw. skity, gdzie można na parę sekund wyluzować się przy niekiepskim bicie, ale w zdecydowanej większości składa się z porządnych, gitarowych riffów, jak np. w rozpoczynającym „Blind”, albo „The Real Deal”, czyli hard core, thrash, plus hard rockowy vibe, wszystko w istocie fajnie tam hula, bez spiny.CW band

Nie powiem, żeby ci goście na nowo odkryli Amerykę, albo byli super oryginalni, ale jakimś sposobem wybijają się ponad przeciętną, zresztą zawsze mieli swój styl i koncepcję, tego się trzymają i bardzo dobrze im się to udaje. Jest tam też sporo mocnych wokali, wniebogłosy drze się dwóch typów, z czego jeden potrafi wyć z naprawdę heavy metalowym zacięciem, co udowodnił np. w kawałku „Never Know Best”, albo „No More Fun Games”. Klasa. Mamy tu do czynienia z wydawałoby się tak różnymi i niby totalnie odbiegającymi od siebie gatunkami, ale do kupy daje to nic innego jak Cold World, wysoka piątka należy im się także za samą umiejętność tak sprawnej żonglerki stylami. Nie twierdzę też, że jarałbym się takim właśnie graniem, gdyby na wyciągnięcie ręki było tego o niebo więcej, ale jeden taki band, czy dwa w zupełności wystarczą, zatem szafa gra. Także jeśli mdli Cię na samą myśl o połączeniu hc/metalu z rytmami prosto z czarnej dzielnicy, to radzę wrócić do bardziej klasycznych dźwięków, czy wykonawców, np.cytując Quorthona: „Czesław Niemen to był gość. Prawdziwy dżentelmen. Jak ja”.

Sam Tromsa

Cztery i pół