COHERENCE – It’s Just The Beginning

Przyznam się, że coraz mniej słucham takich dźwięków, jak te, zawarte na „It’s Just The Beginning”. Jestem bardzo wybredny jeśli chodzi o wszelkie odmiany nowoczesnego metalu, a zwłaszcza jeśli chodzi o core i pochodne. Można ze mną polemizować, że nie wszystko co usilnie „propsuję” rzeczywiście zasługuje na uwagę – ale to w pełni subiektywne oceny. Niemniej jednak, gdy mam napisać coś o takich zespołach jak Coherence, na myśl przychodzi mi tylko jedno – to już było – chociaż nie do końca u nas, w Polsce.

Debiutancka ep – ka – a może bardziej longplay grupy z Oleśnicy – to mikstura djentu, industrialnego metalu oraz – o dziwo – progresywnego metalcore’a. Mieszanka bardzo strawna, zagrana z lekkością, momentami nawet z polotem, ale jednak w ostatecznym rozrachunku nieco zbyt monotonna (przez wokale Tomka). Lwia część materiału przynosi skojarzenia z Born of Osiris albo The Safety Fire na meshuggahowych podwalinach z domieszką przebojowej elektroniki i to właśnie ten ostatni element jest tutaj najbardziej interesującą częścią całego wydawnictwa i zespołu w ogóle. Ciekaw jestem czy zawsze uśmiechnięty i dumnie prężący klatę na promocyjnej focie Czaro jest wyłącznym autorem wszystkich tych smaczków, a poza tym, jak radzi sobie z odtwarzaniem ich live (sampler czy może akai apc40 + ableton??). Co więcej, jedyne melodie w tym zespole to zasługa tego pana, więc należą się mu nie mniejsze brawa jak Puckowi, sympatycznemu i zorientowanemu na wyłącznie brutalne granie perkusiście z poczuciem humoru godnym Monthy Pythona. Ze wszystkich projektów, w których kiedykolwiek brał udział to właśnie Coherence zasługuje na szerszą uwagę i raczej długo zdania nie zmienię. Wolałbym aby chłopak skupił się wyłącznie na tym projekcie i odpuścił sobie aztekową zabawę z kaliskim Soundfear – bo szkoda marnować spory i wciąż nie do końca oszlifowany talent.

Co prawda, w to czy Pucek „gra” swoje partie, nie mogę uwierzyć, gdyż są zaprogramowane (zupełnie normalny zabieg…), ale mając na uwadze mnogość coverów wstawianych przez niskiego wesołka, jestem spokojny o odtworzenie ich na żywo. Swoją drogą, czas najwyższy aby Wojtek wstawił do sieci wideo z utworem własnego zespołu; polecam „To Forgive You All”, bo to chyba najbardziej złożony utwór ze wszystkich, doskonale spajający wszystkie inspiracje zespołu i będący swoistym hitem. Kto nie złapie się na nuceniu głównego motywu na klawiszach ten może sobie odpuścić słuchanie reszty, bo i tak niczego nie zapamięta. Jeśli jednak tak, jest na dobrej drodze aby z Coherence podać sobie rękę na dłużej. Chyba warto, ale póki co jestem ostrożny w entuzjastycznej ocenie.

Grzegorz „Chain” Pindor

Trzy i pół