CHRISTIAN MISTRESS – Possession (Relapse Rec.)

Dziwny jest ten świat… Relapse Records, wytwórnia ciesząca się wielkim uznaniem wśród fanów najbardziej ekstremalnych, muzycznych form, wydała zespół heavy metalowy… Rzecz jeszcze parę lat temu szokująca w kontekście coraz bardziej zmieniającego się profilu artystycznego stajni dziwi coraz mniej. Dziwić przestaje natomiast w ogóle, gdy poświęcimy formacji Christian Mistress trochę czasu i zapoznamy się z drugim w ich dorobku krążkiem…

 

Nie jestem wielkim fanem klasycznego heavy metalu, ale czasem dla odmiany lubię posłuchać również nieco lżejszych gatunkowo dźwięków. Christian Mistress swój heavy metalowy monolit buduje z bardzo ciekawie zestawionych elementów. Głównym, niemal dominującym, składnikiem jest tu hard rock. Konstrukcja utworów balansuje gdzieś na granicy epickiego heavy metalu i hard rocka właśnie. W przypadku tego zespołu epicki nie oznacza miałki i plastikowy lecz pełen ciekawego klimatu a różnica to zasadnicza…

Zdecydowanie najbardziej Christian Mistress podoba mi się w chwili gdy w utworze tytułowym zapuszcza się w rejony zarezerwowane dla doom. „Possession” to zdecydowanie najbardziej udana kompozycja na całej płycie i moim skromnym zdaniem, takich odniesień powinno być w twórczości ChM więcej. Tu pasuje mi wszystko: wokal, niezłe, klasyczne riffy, klimat…

Pozostałe kompozycje trzymają dość równy (wysoki) poziom, tylko – moim zdaniem – przydałoby się trochę bardziej je urozmaicić. Gdy kolejny numer zaczyna się fajnym riffem, gdy po raz wtóry słyszę ciekawą, „luzacką” manierę gry bębniarza i bardzo charakterystyczny wokal Christine Davis,   łapię się na tym, że przecież to samo słyszałem w poprzednim kawałku! Więcej urozmaiceń i byłoby dużo, dużo lepiej…

„Possession” to naprawdę dobra płyta (sam fakt, że słucham jej już kolejny raz coś znaczy…) wypełniona klasycznym materiałem z pogranicza hard’n’heavy. Myślę, że dla wszystkich, którzy mienią się fanami takich dźwięków „Possession” okaże się bardzo smacznym kąskiem.

Wiesław Czajkowski 4