CHARLES GAYLE TRIO – Solar System (For Tune)

I znowu będzie troszkę o jazzie, bo skoro połowa krajowej alternatywy dąży w stronę improwizacji, trzeba zaglądać do źródeł. Charles Gayle to przykład potęgi doświadczenia muzycznego i życiowego w służbie świetnej muzyki. Najnowsza pozycja w dyskografii saksofonisty, czyli nagrany podczas warszawskiego koncertu w październiku 2016 roku materiał wyjaśnia dlaczego jazz jest nieśmiertelny.

Z tym doświadczeniem nie przesadzam. Charles, zanim usłyszeli o nim miłośnicy jazzu na świecie, prawie dwadzieścia lat był… bezdomny, mieszkał na ulicy i zarabiał, grając na saksofonie chociażby w metrze. Takie doświadczenie jest bezdyskusyjne, bo łączy siłę muzyki z hartem ducha. I to w grze Gayle’a słychać całkiem wyraźnie. W latach 90. muzyk preferował kwartety, jednak od dłuższego czasu jest wierny idei jazzowego power trio, bazując na akompaniamencie czystej sekcji rytmicznej. No i znany jest z tego, że zmienia muzyków jak rękawiczki, ciągle szukając ideału. Być może nie dotarł do niego na „Solar System”, ale nawet jeśli szukał będzie dalej, najnowsze nagrania i tak kładą na łopatki.Charles

Przede wszystkim, słychać, że scena jest dla Charlesa żywiołem; nie sądzę, by wykonywana przez niego muzyka zabrzmiała z takim pałerem w warunkach studyjnych. Kiedy atakują nas pierwsze dźwięki utworu „Mercury”, wiadomo, że jazz w jego wykonaniu jest bezkompromisowy, twardy i agresywny. Tu nie ma miejsca na delikatne dźwięki. Ostre brzmienia saksofonu i szalone improwizacje ciągną cały ten wózek do przodu, apogeum osiągając w najdłuższym na płycie, rewelacyjnie poprowadzonym utworze „Saturn”. Mistrz swoje skale opiera na bluesowej podstawie i z tego poziomu wyprowadza czysto free jazzowe opowieści, stawiając pewne, mocno stąpające po ziemi dźwięki. Nie wątpię, że sekcja rytmiczna musiała się nieźle nagimnastykować, żeby dotrzymać kroku bardzo dynamicznej i zmiennej narracji lidera, choć, co ciekawe, kontrabasista Ksawery Wójciński (znany chociażby z projektu Hera) i stacjonujący w Berlinie perkusista Max Andrzejewski bardzo często przejmują pałeczkę, grając wprost fenomenalnie – pisanie o nich jako o „tylko sekcji rytmicznej” byłoby strasznie krzywdzące.

„Solar System” to jazz, jaki bardzo lubię – ostry, surowy i bardzo dynamiczny. Zero ballad (no, może jedynie „Uranus” zapewnia trochę spokoju), żywiołowe dialogi i rewelacyjna, łącząca tradycję z delikatnymi muśnięciami awangardy technika. O take jazzy walczylim.

Arek Lerch 

Pięć i pół