CENTURION – Extinction  (wyd. własne)

Jest coś z szacownej donkiszoterii w postawie zespołów, które egzystując przez lata w undergroundzie, cały czas robią swoje i nie przestają marzyć. Bo przecież można twierdzić, że muzykę gra się dla własnej satysfakcji, ale gdy mijają kolejne lata gdzie status zespołu nadal pozostaje „okazjonalny”, trudno jest mi wierzyć w to, że wózek ten da się ciągnąć bez tkwiących głęboko w podświadomości romantycznych marzeń o karierze rockmana… Jeśli wierzyć zapiskom kronikarzy, Centurion za chwilę stuknie 20 lat, podczas, których skład nagrał dwie pełne płyty i kilka krótszych materiałów, które jak do tej pory nie zaprowadziły kapeli na salony. Moim zdaniem członkowie zespołu nadal nie przestali marzyć; efektem tego jest nowy materiał, który pewnie mógłby pchnąć zespół na zupełnie inne niż dotychczas tory. Tylko czy marzenia są tego warte?

Prawdziwym metalowcom nie przystoi takie romantyczne zawodzenie o marzeniach i cenie, jaką trzeba zapłacić za nie. Dlatego też zajmijmy się teraz tym, co zespół przygotował na swoim najnowszym wydawnictwie, czyli ep „Extinction”. Prawdę mówiąc, jestem cholernie zaskoczony, a może nawet zdziwiony tym, co słyszę. Nie spodziewałem się, że ekipa, która do tej pory kojarzyła mi się z raczej z mało odkrywczym graniem na modłę z amerykańska brzmiącego death metalu przygotuje dźwięki, które przyciągną i zaciekawią. Porządkując strumień myśli, wypada zauważyć, że nowe dziecko Centurion to rzecz bardzo na czasie. Startując z pozycji kolejnego w szeregu zespołów parających się brutalnym metalem, zespół pokazuje nam dziś materiał, który jest świetnym, muzycznym komentarzem do panujących ostatnio na śmierć metalowej scenie trendów. Mamy tu w równych proporcjach, old school, black metalowy mrok i brzmieniową magmę. Gdybym miał poszukać porównań powiedziałbym, że „Extinction” brzmi jak połączenie wpływów Lvcifyre i Dead Congregation, z co prawda lekkim, ale jednak wyraźnym ukłonem w stronę techniki. Bynajmniej nie posądzam ekipy Centurion o celowe wybieranie tego, co najlepsze w dzisiejszym death graniu i lepienie z tego własnego dzieła, ot jakoś tak po prostu naturalnie udało się im wypracować brzmienie, które się wpisuje się w sam top obecnej sceny.Centurion

„Extinction” to pięć numerów tworzących zamkniętą całość. Intensywne, mroczne, doznanie muzyczne, które na tę chwilę nie wymaga dopełnienia. Jednocześnie jest to rzecz, która stawia dziś zespół Centurion w czołówce brutalnego, diabolicznego metalu w naszym kraju. Zespół bez w sumie wyraźnej wolty stylistycznej zaliczył bardzo duży progres i jak dla mnie jest to obecnie jeden z trzech najciekawszych, death metalowych tworów w cebulandii obok Embrional i Anima Damnata. Oczywiście, nikt tu nie wymyśla prochu na nowo, ale w rzeczonej substancji pojawia się na tyle ciekawych składników, że śmiało można powiedzieć, że jest to death metal autorski, a takiego podejścia raczej dziś nie znajdziecie wśród po raz setny kopiujących własne dokonania „tuzów sceny”.

„Extinction” to, co najmniej dobry prognostyk na przyszłość Centurion, który – jeśli pójdzie za ciosem – w moim odczuciu ma jeszcze szansę na to by spełnić, choć część marzeń…

Wiesław Czajkowski

Cztery i pół