CEASELESS DESOLATION – Nothingness (Chaos In My Head)

Określenie blackened crust hardcore brzmi co najmniej dziwnie lecz jeśli dołożymy do tego jeszcze thrash, grind a nawet szczyptę sludge, hybryda złożona z takich składników zacznie jawić się jako twór równie przeciętny i często w przyrodzie spotykany co uczciwy polityk w naszym parlamencie. O ile w kwestii mojego porównania jest to połączenie praktycznie niemożliwe to muzycznie da się zmieszać wspomniane gatunki w zdecydowanie mocny i interesujący koktajl a dowodem na to jest najnowsze (debiutanckie) dzieło formacji Ceaseless Desolation

„Nothingness” to materiał intrygujący. Połączenie różnych pokrewnych brzmień na gruncie crust/hc/grind, wzbogacone czym się tylko da wywiera wrażenie. Podszedłem do tej płyty zupełnie bez oczekiwań, nie znałem zespołu, nie wiedziałem czego się spodziewać. Ot, kolejna płyta, która trafiła w moje łapska w celu obadania tematu, jednak początek albumu sprawił, że zamiast pierwszych klarujących się nieśmiało wniosków pojawiły się kolejne dość trudne pytania. Porażająca surowizną topornego sludge pierwsza kompozycja, którą poprzedza przesycona depresyjnym nihilizmem deklamacja wzięta żywcem z polskiego filmu „Pętla” (1957) to zdecydowanie cios poniżej pasa, ale też swoiste zaproszenie do świata muzyki niebanalnej, ekstremalnej i surowej. Choć początek tak naprawdę jest tu czymś w rodzaju pierwiastka chaosu to lepszego otwarcia Ceaseless Desolation przygotować nie mogli. Bowiem w chwili gdy rzeczone otwarcie z mrocznego, depresyjnego dziwadła przeistacza się w kopiący, surowy crust/hc robi się naprawdę bardzo interesująco.

Album ten jest pełen paradoksów i takich jak wspomniane wyżej, dziwnych połączeń lecz całość brzmi zaskakująco wręcz spójnie. Mrok zespala się z surowym crust/punkiem, sludge z deklamowanymi tekstami a nad wszystkim unosi się zniewalający smród surowego hałasu, który, co tu dużo mówić, kopie aż miło.

„Nicość” to debiut bardzo udany, to jedna z tych płyt, których trzeba doświadczyć w całości dlatego też nie wyróżniam, nie polecam pojedynczych utworów, mało tego, nawet nie mam zamiaru cytować żadnego tytułu. Ceaseless Desolation serwuje nam cios prosto w zęby, cios po którym połkniemy własną krew i zaleje nas dziwny, przytłaczający klimat. Jeśli mam być szczery to album ten oceniam wysoko, głównie za udane połączenie mroku i crustowego kopa. Nie sądziłem, że można stworzyć taką muzykę i że będzie to granie aż tak mocne i ciekawe. Bez dwóch zdań album godny uwagi.

Wiesław Czajkowski

Pięć