CATARACT – Killing The Eternal (Metal Blade)

Kolejny wymiot ze stajni Metal Blade, kolejny metalcore i tym razem, niestety, kolejny przykład na zachowawczość oferty tej w sumie dość zasłużonej dla krzewienia metalowej kultury wytwórni…

Na podstawie szwajcarskiego Cataract można pokazać, jak bardzo świat poszedł do przodu. A to dlatego, że u naszych metalcore’owców nic a nic od lat się nie zmienia. Zespół wypracował bardzo wygodną formułę dla swojej muzyki, jednak, ku własnej zgubie, trzyma się tego schematu zdecydowanie zbyt długo. Cataract powraca, jak stary, dobry przyjaciel,  tym razem wydaje się jednak, że jakoś za wcześnie w stosunku do wydanej dwa lata temu płyty „Cataract”.   Nadal mamy do czynienia z jakże oklepanym ukłonem w stronę Slayer w szybszych partiach i – powiedzmy – Hatebreed w miażdżących zwolnieniach. Tyle, że ci ostatni na swojej najnowszej płycie, po latach dość jednostajnego wymiatania, potrafili zaskoczyć czymś nowym… Grupa ze sprawnością starych rzemieślników przyrządza kolejne kawałki, precyzyjnie dawkując aranżacyjne niuanse, konstruując swoją muzykę zdecydowanie pod kątem koncertowej prezentacji. Mało drugich planów, mało smaczków, dużo konkretnego łojenia, obliczonego na ostre okładanie twarzy. To, co najbardziej doskwiera mi dzisiaj w muzyce Cataract, to brak jakichkolwiek nowych pomysłów. Od lat grupa korzysta z tych samych klocków, stając się powoli AC/DC metalcore’a. Już poprzednia płyta była nieco męcząca, jednak ta jest przykładem coraz większej nudy. Wszystkie zespoły wokół potrafią jakoś urozmaicić formułę, jednak szwajcarzy uznali, że lepiej trzymać się własnego okopu. Efekt jest tym razem bardzo marny. Oczywiście,  jeśli ktoś jest przywiązany do takiego miksu metalowych zagrywek i hardcore’a, będzie zadowolony, jednak równie dobrze może się bawić przy którejkolwiek poprzedniej płycie zespołu. Rozumiem, że Cataract lubi grać i jest zwierzęciem koncertowym, to fakt, są też bardzo sympatycznymi chłopakami, jednak z walczących undergundowców stali się, niestety, przewidywalnymi zawodowcami. Szkoda…

Arek Lerch 2