CALL OF THE VOID – Dragged Down A Dead End Path (Relapse)

To historia o tym, jak brudni punkowcy z Colorado dostali się do establishmentu. Jak pokonali drzwi podziemia i zagościli na… Nie, nie na playlistach, ale przynajmniej w świadomości większej ilości luda, bo jednak Relapse gwarantuje jakąś tam dystrybucję. Album „Dragged Down A Dead End Path” jest jednak ofertą dla dość wąskiego grona odbiorców.

 

Rzut oka na okładkę i wszystko jasne. Post – crustowy wyziew, doprawiony całą masą blastów, brudnych riffów i wrzasku. Dziwi mnie trochę fakt, że duża wytwórnia podpisała papiery z takim zespołem (ok, rozumiem, Jacobson też pochodzi z Colorado…), choć z drugiej strony Relapse nigdy nie należała do firm działających racjonalnie. Oczywiście, to nie jest zły band, raczej… zbyt podziemny. Gdyby płytka ukazała się z logo jakiejś małej wytwórni, byliby pewnie w takim akwarium gwiazdami, tu są co najwyżej arogancką płotką. Chcę przez to powiedzieć, że to bardzo fajny, podziemny materiał, jak zwykle dla labela z Pennsylvanii, kumulujący kilka różnych odmian hałasu. Znajdziemy tu i wyrywający do przodu d – beat, jest pełno miażdżących blastów i sporo gryzącego oczy, sludge’owego smrodu. Jednak przede wszystkim to zespół punkowy. Oczywiście, punkowy na miarę wieku. Czyli brodaty, w wąskie portki odziany i bardziej intelektualny niż nihilistyczny. Taki bardzo… szwedzki. Nie ma sensu analizować poszczególnych utworów, bo te krótkie petardy hałasu to po prostu mocny, walący w ryj atak, bez znaczenia zatem są niuanse, liczy się całość. Jak zwykle wykazać trzeba dużą zdolność muzyków, ze szczególnym naciskiem na sprawnego garowego, który już w otwierającym stawkę „Failure” daje popis swoich niemałych możliwości. Całość jest bardzo wyrównana, choć np. wyróżniają się te bardziej hardcore’owe galopady w rodzaju „Abomination”. Idealna, dwuminutowa dawka sprawnie zaaranżowanej szybkości.

Myślę, że zespół może być zadowolony. Osiągnął wszystko, co na takim poziomie można – ma świetnie brzmiący, nie zamulający krążek i dobry kontrakt. Teraz wystarczy tylko pojeździć po skłotach i innych jugendcentrach. Bo to idealne miejsca dla tego zespołu. Do zobaczenia gdzieś w drodze.

Arek Lerch

Trzy i pół