BRUT – Brut

Prawdę mówiąc to w chwili, gdy po raz pierwszy zobaczyłem okładkę albumu BRUT, trochę się zdziwiłem. Niby nie jestem uprzedzony, ale jednak cover ten od razu skojarzył mi się power metalem. Miecze, dzielni rycerze inne zardzewiałe historie nie leżą w gestii moich zainteresowań, dlatego tez miałem zamiar odesłać ten materiał do nadawcy. Z obowiązku postanowiłem jednak posłuchać tego co nieznany mi bliżej BRUT proponuje. W jednej chwili konsternację zastąpił uśmiech…


Mam nauczkę, że nie należy osądzać dzieła po opakowaniu. Brut to konkretny, podziemny band, który z teutońskim heavy ma wspólne co najwyżej tylko używane instrumentarium. Kanadyjczycy parają się bowiem muzą, którą nie tak łatwo sklasyfikować. Podstawą, fundamentem, na którym budują swoją konstrukcję są tu brudne, miażdżące, sludgowe riffy. Jednak powiedzieć o BRUT, że gra sludge to zdecydowanie ignoranckie stwierdzenie. Tak naprawdę ciężko jest jednoznacznie opisać dźwięki, które generuje ten zespół. Nie bez powodu pewien mądry człowiek powiedział kiedyś, że pisać o muzyce to tak jak tańczyć o architekturze…

Utwory, które proponuje BRUT są w większości krótkie, oparte o zadziorne, crustowe tempa. Muzyka spowita jest natomiast w ciężkie i stosunkowo mało czytelne brzmienie lecz pod żadnym pozorem nie jest to zarzut tylko stwierdzenie faktu. Taka forma prezentacji przesiąkniętej ciemnością sludge’owo- crust’owej napierdalanki osobiście bardzo mi pasuje.

Na początku nie mogłem w pełni wgryźć się w materiał Kanadyjczyków. Przy pierwszym podejściu odbiłem się od brzmienia. Przy drugim przytłoczyła mnie surowa i odpychająca wymowa albumu. Jednak ostatecznie odnalazłem w słuchaniu BRUT jakąś dziwną, niemal masochistyczną przyjemność, podobną do tego, co czujesz rozdrapując nie do końca zagojone strupy; niby boli a jednak czasem nie można się powstrzymać. Taki jest właśnie BRUT. Boleśnie dołujący i emocjonalnie mroczny, surowy i chaotyczny a jednocześnie brutalny. Nie mogę napisać, że album ten mi się podoba bo słowo to zupełnie nie oddaje tego co czuję, słuchając choćby wieńczącego album „Le Misanthrope”. Dla mnie BRUT gra muzykę brutalnie depresyjną; muzykę, której nie można odbierać „przy okazji”. Tym dźwiękom trzeba poświęcić  trochę czasu, utonąć, pogrążyć się i dać przytłoczyć ścianie hałasu. Ze zwyczajnym „lubię to” ma to mało wspólnego. Doskonały, wymagający album.

Wiesław Czajkowski 4,5