BROKEN BETTY – The Sorry Eye

Broken Betty należy do tych nielicznych zespołów, z którymi mam tzw. „problem szufladkowy”. Bo kiedy już wydaje mi się, że dotarłem do sedna muzyki trójmiejskiej załogi, w rzeczywistości jestem jeszcze dalej od odkrycia prawdy. Cóż, pobawmy się razem w Sherlocków i wymyślmy dla nich najlepszą etykietkę.

Druga w dyskografii a pierwsza pełnowymiarowa  płyta budzi niejakie zakłopotanie, bo w kontekście krajowej oferty, muzyka Broken Betty jest prosta w konsumpcji i piekielnie trudna w zrozumieniu. Pokrętne to słowa, ale świadczą też o lekkiej bezradności niżej podpisanego. Bo najwygodniej byłoby wrzucić „The Sorry Eye” do worka z napisem stoner i po kłopocie. Przecież riffy i motoryka “Undefined”, „Already Friend”, „ Queens and Stooges” czy “Saturday Night Special” (ach, ta zapierająca dech w piersiach wściekłość…) to esencja pustynnego grania. Zespół wie, jak podejść do tej stylistyki, jednocześnie bardzo przewrotne to chłopaki, bo ciągle kombinują. I tak w „Already Friend” przełamują rockową jazdę fajnym wyciszeniem i pięknie zagęszczonymi półkotłami, w „Queens…” bawią się aranżem i wprowadzają świetne, dysonansowe zagrywki gitar, balansując niepokojącym klimatem. Wiedzą też, co to post rock („Choir”) a kiedy trzeba potrafią świetnie hipnotyzować transowo zapętlonymi frazami („Filter Feeder”). Koncertowym pewnikiem będzie za to kawałek tytułowy, osadzony na wciągającej pulsacji. Lubimy amerykańską, południową klasykę? Ok., akustyczny, pięknie brzmiący „Winnebago” wchodzi jak zmrożona wódeczka. Chcecie czegoś dłuższego – dziewięciominutowy „Better Days” zaspokoi najwybredniejsze gusta i guściki. Nie ma tutaj wprawdzie zbyt wielu nowych, dopiero co odkrytych pomysłów czy dźwięków, jednak BB bardzo fajnie zestawiają ze sobą poszczególne stylistyki, łącząc je z dużą swobodą, dzięki czemu nie ma tu absolutnie wrażenia tzw. „grochu z kapustą”. Muzyka na „The Sorry Eye” płynie raz bardziej leniwie, to znowu wściekle atakując („Saturday Night Sepcial”), nie ma przesadnie zagęszczonych aranżacji, jest delektowanie się riffem i dźwiękiem, czyli dokładnie to, co lubię…

Przyznam się, że po ep-ce sprzed dwóch lat zastanawiałem się w jaką stronę zmierzać będzie muzyka Broken Betty. Teraz wiem, że zespół nie zamyka przed sobą żadnych furtek, więcej, otwiera kolejne, bo do gęstego, rockowego rzępolenia dopuszcza co i rusz alternatywne promienie światła.  Kawałki do najkrótszych nie należą, ale słychać, że grupa potrafi dobrze wykorzystać blisko 50 minut jakie sobie dała. Choć z drugiej strony, znając konserwatywne gusta rodaków, może się okazać, że tych wątków i zmian akcji będzie trochę za dużo. Czego muzykom nie życzę bynajmniej…

Osobiście bawię się przy „The Sorry Eye” przednio i jedyne, co mnie dziwi, to fakt, że z takim materiałem zespół nie znalazł żadnego fajnego wydawcy. Co jest, wszystkim słoń na ucho nadepnął?!

Aha, jeszcze etykietka – post stoner? Alternatywny stoner metal? Nie wiem…

Arek Lerch