BRITISH SEA POWER – From The Sea To The Land Beyond (Rough Trade/Sonic Records)

Lepiej późno niż wcale – troszkę płyta przeleżała w szufladzie, kiedy jednak już trafiła do paszczęki odtwarzacza, zagrała, że aż heeej. Wprawdzie nie jestem jakimś fanatykiem soundtracków, jednak w tym przypadku robię wyjątek. I nie chodzi wcale o to, że do krążka audio dołączony jest film, który to brytyjska formacja swoimi dźwiękami zilustrowała.

Najpierw był pomysł na offowy obraz, który przygotowała urodzona w Argentynie Brytyjka Peny Woolcock. Rzecz przedstawia w bardzo klimatyczny sposób zmiany, jakich doświadczało wybrzeże Wielkiej Brytanii, jako miejsce wypoczynku, pracy, dotykane nie tylko morską bryzą, ale też i zakrętami historii. Czarno-biały montaż, długie, klimatyczne ujęcia i lekko senna atmosfera składają się na ten bardzo fajny obraz. Jeśli ktoś lubi akcję i blondiny strzelające z karabinów, powinien trzymać się od tego filmu z daleka. Zaproszony do przygotowania muzyki British Sea Power wywiązał się ze swojego zadania tak dobrze, że płyty ze ścieżką dźwiękową słucha się chyba lepiej niż ogląda sam obraz. Przynajmniej ja tak mam. Zespół zgromadził na płycie kilka zdecydowanie kopiących niesamowitą melodyką, hipnotyzujących tematów. Trudno mówić tutaj o zwartej narracji, to raczej szkice, przygotowane z myślą o obrazie, wymieszane z nagranymi na nowo, starszymi kompozycjami.BSP

Osiemnaście odcinków muzycznej podróży rozpoczyna się miażdżąco od pięknego kawałka tytułowego i „Remarkable Diving Feat”, którego optymizm powinien być podstępnie wykorzystywany przez polski rząd do studzenia frustracji wkurwionego narodu. Czasami, poza delikatnymi, typowo filmowymi impresjami, zespół przypomina, skąd pochodzi, uderzając onirycznym, shoegaze’owym rockiem („The Guillemot Girls” czy „Coastguard”), potrafi też uaktywnić perkusistę, którego mocne, spogłosowane uderzenia wcale nie zakłócają dostojeństwa tej muzyki („Heatwave”). Zestaw tematów, składających się na ten niezwykły krążek, to przelot po brytyjskiej, indie rockowej teraźniejszości i przeszłości, podobnie jak film, wywołującej masę przeróżnych stanów emocjonalnych. W każdym razie zadaję sobie płytę zawsze, kiedy czuję, że zaczynam w tej rzeczywistości wariować. Lepsze i zdrowsze to niż łykanie antydepresantów.

W jaki sposób rzucane przez zespół od niechcenia melodie powstają w głowach muzyków, pozostanie ich słodką tajemnicą. Zapewne duży wpływ tutaj ma wyspiarski, melancholijny klimat, no i talent. Jak na razie, najlepszy dla mnie zestaw firmowany nazwą British Sea Power. Zobaczymy co będzie dalej.

Arek Lerch

Pięć