BOYSETSFIRE – While A Nation Sleeps (Bridge 9 Records)

Wiadomość o reaktywacji i planach na nowy, długogrający krążek BoySetsFire naprawdę mnie zelektryzowała. Ten zespół towarzyszył mi od kiedy rozpocząłem swoją przygodę ze sceną hc/punk. Pomimo tego, że łączą różne style, potrafią idealnie wyważyć chwytające za serce melodie z konkretnym, hardcore’owym uderzeniem buta o podłogę a Nathan Grey po dziś dzień jest jednym z moich ulubionych wokalistów. No i stało się, po siedmiu latach „While A Nation Sleeps” pojawiło się nie tak dawno na światowym rynku z pomocą Bridge 9 Records, co prawda wydających obecnie coraz to bardziej urozmaicone i dźwięczne ciekawostki, niż do tej pory mieli w zwyczaju.

Mówiąc kolokwialnie – zajarałem się w momencie, kiedy dostałem digital download, przesłany na skrzynkę pocztową prosto z nowego labela BSF. Do sprawy podszedłem jednak z wrodzonym sceptycyzmem; pamiętam doskonale jak po ukochanej przeze mnie, nagranej pod koniec lat 90-tych dla Victory Records „After The Eulogy”, pierwszy raz przesłuchiwałem promowany wówczas nowy cd „Tommorow Comes Today” w sklepie z płytami gdzieś w centrum Berlina, gdzie można było zaopatrzyć się takie smaczki. Teraz chce mi się trochę z tego śmiać, ale wtedy byłem załamany – stwierdziłem, że poszli w komerchę i zdecydowanie spuścili z tonu; niesmak pozostał na jakiś czas, a dzisiaj uważam, że to jedna z lepszych, o ile nie najlepsza pozycja w ich całkiem niemałej dyskografii.

Rozpakowywanie plików w folderze z nazwą znanego mi zespołu to dla mnie czynność porównywalna z otwieraniem prezentów na Gwiazdkę, bo już zaraz, już za momencik będzie wiadomo, co dokładnie znajduje się w środku i czy na to właśnie czekałem. Tym razem wolałem się jednak zbytnio nie napalać, ale po kilku przesłuchaniach mogę spokojnie odetchnąć. Jest nieźle. Wszystkie kawałki utrzymane w konwencji, z którą zdążyłem się oswoić już wiele lat temu, czyli zaczyna się z wykopem ,,Until Nothing Remains” i takich momentów mamy tu kilka, np. zajebiste ,,Far From Over” czy ,,Everything Went Black”. Jest kilka popowych przebojów, że wymienię absolutny hit „Closure”, ,,Reason To Believe”, albo „Prey”. Są tu także zawarte próbki sampli głosu, jakby z wiecu wyborczego, co było już zabiegiem wystosowanym na poprzednich płytach. Może nie wszyscy wiedzą, ale ten band jest poważnie zaangażowany politycznie i tym zwracali na siebie często uwagę, byli nawet, o zgrozo, kojarzeni z komunizmem, za ich dość utopijne jak na USA poglądy, ale w sumie to nie mój problem i wolę na pewno zająć się wyłącznie sferą dźwiękonośną.

Według mnie zasłużyli na dużą pochwałę, gdyż pomimo nieubłaganie lecących lat, nie pierwszej już młodości, potrafili ponownie sprawnie dogadać się na płaszczyźnie instrumentalnej i nagrać następczynię świetnej przecież „The Misery Index”, składającą się z trzynastu mocnych, energicznych, pokombinowanych i pełnych emocji piosenek, którym poprzednie dokonania niczego takiego nie ujmują. Słucha się bezstresowo, płyta jest ułożona z głową, od darcia mordy i mniej lub bardziej hałaśliwych patentów, po wyluzowane, akustyczne nuty. W sumie im dalej w las, tym lepiej. Podczas przeprawy przez „While a Nation Sleeps” radzę szczególnie wsłuchać się w wokal, który odwala tu naprawdę kawał porządnej roboty i jeśli nawet sama oprawa muzyczna nie jest niczym nadzwyczajnym, po prostu mieszanką hc z amerykańskim rockiem, to i tak całość broni się lepiej niż „chrześcijanie przed poganami” na warszawskim Ursynowie. Polecam zatem z głębi mojej czarnej duszy.

Sam Tromsa

Pięć