BORHOLM – March for Glory and Revenge  (Vic)

Długo zastanawiałem się dlaczego kwintet z Budapesztu ubzdurał sobie występowaniem pod szyldem Bornholm. Okazało się, że wieki temu grupa Longobardów odbyła podróż w Karpaty i zbratała się z węgierskimi poganami. Ta jakże krótka lekcja historii powinna wyjaśnić nie tylko fascynację bałtycką wyspą, ale także nurt, który Węgrzy prezentują na ‚March for Glory and Revenge’.

Z morza gatunków wyłania się bowiem niezbyt gęsto zaludniony ostrów pagan/black metalu. Chyba nikogo nie zdziwi fakt, że świętymi księgami Bornholm stały się przyjęte od Skandynawów ‚Blood Fire Death’ i ‚The Dawn of the Dying Sun’. Drugi album Węgrów nie jest co prawda w linii prostej nawiązaniem do dokonań Qurthona czy Hades, ale w kwestii klimatu i charakterystycznego podejścia do kompozycji znajdziecie tu wiele punktów stycznych. ‚March for Glory and Revenge’ to wybitny przykład epickiej płyty, która potrafi połączyć black metalowe tornado z atmosferą pogańskich obrzędów. Słychać to w każdym riffie, każdej melodii i każdym suspensie budowanym albo przez delikatne brzmienie schowanych w tle klawiszy, albo czyste, nieco rozmyte brzmienie gitar, albo gniotące mosznę deklamacje, przypominające najlepsze lata Bal-Sagoth. Formuła drugiego albumu Bornholm została jednakże skondensowana w każdym z utworów, wobec czego nie będziecie ziewać, jak przy niektórych mniej skomplikowanych kompozycjach Sear Bliss. Zresztą muzycy puszczają oko do swoich ziomków dzięki dęciakom fantastycznie wzbogacającymi niepokojącą fakturę ‚Where the Light Was Born (Thule Ultima A Sole Nomen Habens)’. Ba, ten kawałek mógłby być hitem na każdej z płyt bardziej utytułowanych Węgrów. ‚March for Glory and Revenge’ jest jednak przede wszystkim kopalnią świetnych pagan/black metalowych zagrywek, a klimat służy im za nośnik piekielnej energii. Jest to bez dwóch zdań jedna z najlepszych płyt gatunku 2009 roku i miłośnicy pogańskiego metalu nie powinni zastanawiać się dwa razy nad jej zdobyciem. Naprawdę warto!

Dooban 5