BORN FROM PAIN – The New Future (GSR)

Po trzech płytach dla Metal Blade Holendrzy wrócili do rodzimego wydawcy, którego nakładem w latach 1999-2003 ukazały się ich trzy pierwsze nagrania – epka „Immortality” oraz albumy „Reclaiming the Crown” i „Sands of Time”. Różnica polega jednak na tym, że dzisiejszy label GSR, kiedyś funkcjonował jako Gangstyle. Sam zespół nie przeszedł gwałtownej przemiany. Wciąż jest to ciężkie, hardcore’owe granie, przypadające do gustu głównie fanom Merauder, Hatebreed czy Terror.

Najświeższy materiał Born From Pain składa się przede wszystkim z wpadających w ucho piosenek, w których jest odrobinę mniej metalu, niż na ostatnich płytach. Więcej jest za to tradycyjnego hardcore’a rodem z Nowego Jorku lub New Jersey. Zamiast posępnych, death/thrashowych riffów częściej pojawiają się rytmiczne i skoczne zagrywki. Właściwie w każdym numerze pojawia się też chwytliwy refren. Produkcja nie jest nastawiona na radykalnie ciężkie brzmienie, jak w przypadku płyt nagranych dla Metal Blade. Kapela wróciła do hardcore’owej wytwórni i to słychać w nowych kompozycjach. Dominuje luźna, uliczna atmosfera a kawałki są prostsze i krótsze. Mają przebojowy potencjał i można je polubić przy pierwszym przesłuchaniu.

Na wyróżnienie zasługują numery „Reap the Storm” oraz „Heartbeat”, będące kwintesencją hardcore’owego stylu Holendrów. Z pewnością oba kawałki wejdą na stałe do koncertowego setu BFP. Kipią energią, rozrywają głośniki i trudno oprzeć się ich dynamice. Pewną ciekawostką są zaś „Kampfbereit” oraz „The Dominos Fall”, w których wykorzystano elektroniczne bity i syntezatory, połączone z gitarowymi riffami.

Chłopaki z Limburgii nie chcieli przynudzać, więc zamknęli materiał w raptem dwudziestu trzech minutach. Gdy dodać do tego bonusy w postaci remiksów dwóch numerów, zegar wciąż nie przekracza pół godziny. Dodatkowe trzy, cztery piosenki nie zaszkodziłyby w zupełności, ale co robić. Mimo to płyty słucha się świetnie.

Adam Drzewucki