BORN ANEW – Path EP (Spook Records)

Wymiana składu otworzyła przed warszawiakami nowe możliwości wyrazu. Za takie nowe otwarcie należy uznać również materiał, który zatytułowano – jakże proroczo – „Path”.

Wprawdzie materiał to niepełnowymiarowy (płytka trwa ledwie 20 minut), ale w swym skondensowaniu cholernie symptomatyczny. Kto pamięta poprzednią formułę Born Anew z dość oczywistymi ciągotami w kierunku amerykańskiego metalcore, może zareagować na „Path” niczym na kubeł lodowatej wody wylany prosto na ryj. Bo pomimo wciąż sporej zawartości chwytliwych patentów, panowie uderzają zdecydowanie bardziej zwartymi i bezpośrednimi kompozycjami. Najszybciej zauważalna zmiana to bez wątpienia to, że za mikrofon chwycił przedstawiciel płci brzydkiej, grający dotychczas na gitarze Piotrek. Chwycił na tyle pewnie, że za jego sprawą nowa odsłona twórczości BxA sprawia częstokroć wręcz szorstkie wrażenie. Gdzieniegdzie korzysta z pomocy starszych stażem kolegów (Patryk z Sunrise i Daymares oraz znany z Fast Forward Damon), lecz przez lwią część „Path” doskonale radzi sobie sam – surowy charkot uzupełnia rock’n’rollowymi zaśpiewami, co na długo wbija się w mózgownicę. Ale to nie jedyna zmiana, jaką serwują nam Nowonarodzeni. Redukcja metalowych wpływów na rzecz większej zawartości hardcore zaostrzyła im konkretnie pazury. Dołączenie do składu otrzaskanego scenicznie i dysponującego solidnym jebnięciem pałkera spowodowało, że te piosenki pozbawione są bezsensownych zwolnień, za to przez cały czas pełną parą gnają do przodu. Podobnie korzystnie należy ocenić pomysły na gitary – zero przegadanych popisów, za to cały czas jednakowo treściwie i zdecydowanie. Przy tym zauważyć trzeba niemal idealne zgranie z sekcją rytmiczną – tu po prostu słychać, że wszyscy nadają na tych samych falach i nie ma ani krztyny momentów, w których można by wietrzyć kompromis. Czasem jest punkowo, jak w zaangażowanym „The Dance of Death”, z drugiej strony można się nieźle pobujać przy „Break It Down”, który pod koniec brzmi tak, jakby Crowbar zabrał się za coverowanie „Enter Sandman”. Fajną rzeczą jest to, że tak wymowny muzycznie materiał opatrzono równie dobrymi tekstami – z każdego utworu bije przesłanie, by twardo stąpać po ziemi i ufać przede wszystkim sobie, zamiast oglądać się na to, co powiedzą i zrobią inni. Podsumowując walory dźwiękowe i pozamuzyczne, na pewno opłaci się Born Anew brnąć tą ścieżką dalej.

Cyprian Łakomy 5