BODE PRETO – Inverted Blood (Ketzer)

Pisanie esejów na temat twórczości Bode Preto jest kompletnie pozbawione sensu, ponieważ idąc drogą łopatologii, znacznie łatwiej i trafniej można określić muzykę tego czarciego tandemu z północnej Brazylii. Prostota, a nawet prostactwo i uwielbienie korzeni black oraz death metalu, tłumaczą wszystko. Nie ma na „Inverted Blood” jednego riffu ani uderzenia w bębny, których nie znalibyśmy już z płyt Beherit, Teitanblood, czy Morbosidad. Bez względu na to Bode Preto dostarcza solidny materiał, którego źródła znajdują się w najbardziej podziemnym z podziemi.

Intro oraz osiem kompozycji, która składają się na „Inverted Blood”, to pomnik i hołd dla metalu pierwotnego. Surowego do bólu, zagranego na pozór niechlujnie, czerpiącego na całego z dokonań prekursorów gatunku. Od pierwszej do ostatniej sekundy tempo wyznacza łomocząca na wysokich obrotach perkusja. Nie ma miejsca na techniczne smaczki, przejścia czy jakiekolwiek inne aranżacje niż zupełnie najprostsze. Przez dwadzieścia pięć minut Brazylijczycy dokonują bezlitosnej chłosty. Trudno wyobrazić sobie bardziej bezpośrednią kompozycję niż choćby otwierający numer tytułowy. Bębny pędzą do przodu, wokalista szczeka jak wściekły pies, na przemian dwa-trzy prymitywne riffy, krótko przed końcem odrobina melodii pod postacią niby-solówki i tyle. Identycznie skomponowane są pozostałe kawałki. Jeśli komuś przyjemności nie sprawiają nagrane w grocie przy pomocy rozpadającego się sprzętu wulgarne metalowe ciosy, na daremne pójdzie próba zaprzyjaźnienia się z piosenkami Bode Preto.

„Inverted Blood” posiada zbliżone brzmienie do ep – ki „Dark Night”, którą w 2010 roku duet debiutował, ale nowe kompozycje, jeśli to w ogóle możliwe, są jeszcze mniej melodyjne i chwytliwe. Epka miała lekko rock’n’rollowy charakter, po którym nie został żaden ślad. Wraz z „Inverted Blood” skończyły się wygłupy. Jest tylko metal. Brudny, paskudny, nieokrzesany, pochodzący z ery kamienia łupanego, a może nawet metalu łupanego. Dobrze być czasem jaskiniowcem.

Adam Drzewucki

Trzy i pół