BLUT AUS NORD – 777 – Sect(s) (Debemur Morti)

Po nad wyraz udanej reedycji ‘The Mystical Beast of Rebellion’ Blut Aus Nord dość szybko wypluło z siebie nowy krążek. Ósma płyta w dorobku Francuzów ma stanowić pierwszy tom zdehumanizowanej trylogii, która zasieje w waszej duchowości ziarno chłodnego niepokoju. A przynajmniej tak powinno być w założeniu Vindsvala, choć ja mam wrażenie, że ‘siódemki’ jadą na pierwszym wrażeniu, a napięcie zaczyna opadać gdzieś po trzecim przesłuchaniu.

To absolutnie nie jest zła płyta, bo gdyby podobny album wypuściła załoga z kraju między Odrą a Bugiem, to pewnie byłoby to wydarzenie roku w smutnym jak prezes Kaczyński landu. Po prostu czuć, że ‘777 – Sect(s)’to album niekompletny, w którym bardzo wyraźnie słychać brakujące ogniwa, a ich substytuty nie są w stanie podołać pierwotnym założeniom autorów. Wszystko jest tu zagrane bardzo solidnie, albo na modłę black metalowych huraganów (vide otwarcie ‘Epitome I’), albo w nawiązaniu do industrialnie hipnotycznego oblicza Francuzów, jak chociażby na ‘Epitome II’, ale tak naprawdę tylko czwarty rozdział ósmej płyty Blut Aus Nord rzuca mnie na kolana i z łatwością kruszy kość jarzmową. To właśnie ‘Epitome IV’ jest perełką i drogowskazem na kierunek, w którym powinna rozwijać się trylogia Francuzów. Nie ma tu ani jednej zbędnej nuty, organiczny klimat sączy się nieubłaganie z głośników, a chłód fabrycznego automatu perkusyjnego i matematyczny charakter niektórych riffów dodatkowo potęgują te odczucia. To właśnie tu nawarstwienie dźwięków, pogłosów i hinpotycznych riffów osiąga apogeum oddziaływania na układ współczulny w stopniu, który do tej pory osiągnęły ‘The Work which Transforms God’ i ‘MVII’. Nie miałbym nic przeciwko temu, żeby kolejne dokonania Blut Aus Nord niszczyły mnie właśnie z tak nieokiełznaną mocą.

Nie ukrywam, że najbardziej odpowiada mi eksperymentalna hinpoza (‘Epitome II’ i ‘Epitome VI’) oraz swobodne epatowanie matematyką i atonalnymi zawiłościami (’Epitome IV’), ale muszę przyznać, że ‘777 – Sect(s)’ to przyzwoity album. Jako całość z pewnością nie jest kompletny, ale czuc tu pierwiastki religijnego geniuszu inspirowanego pewnym dość popularnym zespołem. Także z kraju nad Loarą…

Dooban 4,5