BLOODTHIRST – Żądza krwi (Pagan Records)

Na pohybel mainstreamowym trendom. Ku czci tradycyjnego metalu i nonkonformizmu. Ep – ka wielkopolskiego trio jest zaciśniętą pięścią, wymierzoną w twarz wszystkiego, co nowoczesne. Upłynęło już odpowiednio dużo wody w Warcie i czasu od wydania przez zespół albumu „Sanctity Denied” (2009), aby znów wylać nieświęte pomyje wprost na oblicze tej ziemi.

Bloodthirst, niczym rozdrażniona bestia, uderza czterema doskonałymi kompozycjami, których eksplodująca przebojowość nie pozwala oderwać się od głośników. Ten materiał ma pazur, pluje czarnym jadem, poniewiera i uzależnia. Szybki, galopujący i surowy thrash metal przywołujący na myśl wczesne płyty Slayer, Kreator czy Deströyer 666. Atak zaczyna się od pierwszych sekund. Nie ma owijania w bawełnę. Nie ma zbędnych nut, popisowych solówek czy klimatycznych aranżacji. Jest chłosta riffami, sama esencja, aż łeb boli od walenia w ścianę. „Ofiara”, „Stos heretyków”, „Przeklnij życie” i „Unicestwienie duszy” to pełne piekła hymny, ciosy bijące po mordzie, znieważenie chrześcijańskich dogmatów.

Dobitny ryk polskiego podziemia. Afirmacja pierwotnego, zwierzęcego instynktu. Żywa, szczera muzyka, a nie wypieszczony produkt. „Żądza krwi” to niecałe szesnaście minut, po których chce się więcej i więcej.

Adam Drzewucki

Pięć