BLOODSTAINED – Headless Kingdom (Filled With Hate)

Wywodząca się z najbardziej ponurego zakątka polskiej sceny hardcore’owej grupa dorobiła się kolejnego albumu. Po debiucie „Your Suffering is My Pleasure” (2006) oraz jego następcy Saligia (2010), kapela uderza materiałem, który zdecydowanie dystansuje dotychczasowe wydawnictwa i przynosi nową jakość. Klasycznego, tradycyjnego hardcore’a jest tu jednak tak naprawdę niewiele. Bloodstained znacznie bliżej do stylistyki metalowej, głównie ze względu na łomoczącą podwójną stopę, growlującego wokalistę i przygniatająco ciężkie brzmienie. Mimo wszystko na „Headless Kingdom” wyraźnie czuć brudny i plugawy, charakterystyczny również dla takich kapel jak Kickback czy All Out War, uliczny hardcore’owy sznyt.

Operująca między Poznaniem a Lesznem kapela przygotowała dziesięć nowych numerów, trwających niecałe 40 minut. Mroczna, przygnębiająca, aczkolwiek napakowana testosteronem muzyka, uderza wrogością i wulgarnością. Idealnie korespondują z nią agresywne wokale założyciela kapeli Brassiego. Warto wspomnieć o gościach, którzy znaleźli się na płycie. Są to Clem z L’Esprit Du Clan i Hangman’s Chair, Karol z Last Dayz oraz Mixer, wokalista Bloodstained z pierwszego składu. Wszyscy, poza gitarzystą Last Dayz, udzielają się wokalnie i dodają albumowi kolorytu.BLOODSTAINED_band

Od niepokojąco rozpoczynającego się pierwszego numeru do ostatnich nut, płyta trzyma za gardło żelaznym uściskiem. „Inglorious” taranuje z siłą czołgu, wpierw masywnie zwalniając, żeby potem przyłożyć huraganowym blastbeatem. Leniwie rozkręcający się „After Dusk” przykuwa uwagę za sprawą wpadającego w ucho riffu. Podobnie „Sweet Home Hell”, który porywa wraz z pierwszymi uderzeniami bębnów, a następnie w kulminacyjnym momencie wywala z butów. „Bitter Taste of the End”, jeden z najmocniejszych punktów płyty, zaczyna się wiejącym grozą wstępem, a potem niespiesznie masakruje ciężarem i napięciem. Cytujący serial „True Detective” kawałek „Treat Evil with Evil” to posępny i wściekły cios uderzający bezlitośnie poniżej pasa, poprawiając z buta. Najdłuższy, słusznie kończący płytę „Breviary”, nie pozostawia żadnych złudzeń.

W świecie Bloodstained nie ma zmiłuj, nie ma nadziei. Na szczęście, brak perspektyw oraz pesymizm są metaforyczne i odnoszą się tylko do nastroju „Headless Kingdom”. Zespół nigdy nie grał i nie brzmiał tak dobrze, a najnowsza płyta daje do zrozumienia, że może być jeszcze lepiej. Inspiracji i słuchaczy zapewne nie zabraknie.

Adam Drzewucki

Pięć