BLOODCLOT – Up In Arms (Metal Blade)

Hardcore ma się w tym roku wyjątkowo dobrze, zarówno w naszych stronach, zwłaszcza na Wyspach Brytyjskich, a przede wszystkim, w Stanach, gdzie gatunkowa rozpiętość i mnogość inspiracji przenikajacych do punkowo/metalowego świata, przyprawia o – uwaga! – dość przyjemny ból głowy. Jednym z materiałów potwierdzających powyższą tezę, jest nowa pozycja od Bloodclot, supergrupy stworzonej przez muzyków m.in Queens of The Stone Age (sekcja rytmiczna), gitarzysty i mózgu grup takich jak Warzone, Murphy’s Law czy frontmana legendarnego Cro-Mags. Skład robi wrażenie, ale dopiero kolektywna praca przyniosła porywający efekt.

Jak na supergrupę przystało, niektóre ego (Youth/Joseph) pewnie ścierało się co do konkretnej wizji tego wydawnicta, ale biorąc pod uwagę wspólnie inspiracje Bad Brains (a nawet epizody w historii tegoż zespołu) ostateczny kształt, nawet gdyby był podany w surowym, obskurnym wręcz brzmieniu, robi tak piorunującą robotę iż dla fanów jednego z najbardziej wpływowych zespołów wszechczasów, jest to pozycja obowiązkowa. Mało tego, uważam, że gdyby w szeregach Bad Brains panowie trzymaliby się lepiej fizycznie, mogliby grać tak jak Bloodclot. Może nie aż tak agresywnie, ale nie sposób odnieść wrażenia, że ten rollercoaster, tak bardzo przypominajacy hardcore z lat 80., to hołd złożony dla waszyngtońskiej nie tylko formacji, co całej sceny. Obecna młodzież gra ciężej, bardziej technicznie, zapominając o korzeniach tego gatunku i szkoda, że w rolę tych najbardziej gniewnych wchodzą Ci, którzy 30 lat temu byli bohaterami rynku muzycznego. Oczywiście, rozstawiać po kątach najłatwiej kiedy ma się doświadczenie, i to zdecydowanie wyróżnia Bloodclot na tle reszty dzisiejszej sceny hardcore, bowiem poza kunsztem kompozytorskim i czysto wykonawczym, „Up In Arms” czaruje opanowaniem, odpowiednim wyważeniem wściekłych dźwięków i politycznych manifestacji Josepha (uzupełnianymi demonstracją religijnych przekonań), a z drugiej zdaje się wypełniać pewną lukę. Oldschool, oldschoolem, ale nawet najbardziej prominentna młodzież nie potrafi przywalić z taką mocą, grając przy tym tak proste dźwięki.Band

Dwanaście premierowych kompozycji stanowi (czego się nie spodziewałem) monolit, wobec którego nie da się przejść obojętnie. Ryk Josepha w połączeniu z rozpędzoną perkusją Castillo i masą podręcznikowych, hardcore/punkowych riffów, jawi się jako jeden z moich ulubionych soundtracków tego roku. W pół godziny sieją spustoszenie jakiego pozazdrościli by thrash metalowcy. Mało tego, kuce w sofiksach chciałyby grać z taką werwą, a przecież w Bloodclot łoją ludzie z pięciomia krzyżykami na karku! Jeśli miałbym wskazać wady „Up In Arms”, to po dłuższym obcowaniu z krążkiem trochę nuży jednowymiarowość i ciągłe gnanie do przodu na złamanie karku (tu hołdując samemu Cro-Mags niż bad Brains). Patrząc mniej obiektywnie, a według gatunkowej wykładni, to w końcu hardcore/punk – tak ma być z założenia, i komu to nie pasuje, ten dokładnie wie dokąd ma się udać…

Grzegorz Pindor

Cztery i pół