BLOOD TSUNAMI – For Faen (Indie Recordings)

Thrash metal jest dziś tak mocno wyeksploatowanym gatunkiem, że nawet pisanie o nim wywołuje mimowolne ziewanie. Giganci pokroju Slayer coraz rzadziej pobudzają serce do szybszego bicia, a młody narybek zamiast detronizować weteranów, ogranicza się do odgrywania tego samego w zubożonej wersji. Może aby stworzyć konkretny album w tej stylistyce należałoby sięgnąć nieco głębiej niż tylko do dorobku Metallica, Testament czy Overkill? No cóż, nie znam recepty na stworzenie doskonałego thrashowego albumu, a moje uszy podpowiadają mi, że nie znają jej też muzycy Blood Tsunami. Choć trzeba im przyznać, że starają się jak mogą, aby ją odnaleźć.

W tym zespole zawsze najbardziej podobała mi się jego nazwa. Muzyka może i dawała radę, ale niewiele ponadto. Tym razem jest w niej ponoć więcej brudu i punka, dzięki czemu „For Faen” powinna się spodobać fanom starego Kreator, Destruction i Sodom. Trzeba oddać autorowi materiałów prasowych dołączonych do tej płyty, że postarał się w jak największym stopniu wyręczyć recenzenta i co bardziej leniwi mogą po prostu skopiować fragmenty zespołowej biografii i podpisać się pod tym, dorzucając jakąś krótką refleksję na temat muzyki. Tak chyba zresztą uczynię, bo co mógłbym napisać o tej płycie ponadto, że jest fajna, ale nie na tyle, żeby wzbudzić w słuchaczu jakąś ekscytację? Podoba mi się ogólny kierunek tych utworów i gdybym miał wystawiać oceny za same intencje, to na pewno byłaby przynajmniej piąteczka. Podoba mi się, że płyta trwa pół godziny, a nie jakieś pieprzone 65 minut, jak to sobie upodobały ostatnio metalowe projekty maści wszelakiej. Podoba mi się gra Barda G. Eithuna, który mógłby pewnie zdziałać o wiele więcej nabijając rytm do bardziej zabójczych riffów. Czegoś tu jednak brakuje i choć „For Faen” jest solidną thrashową pozycją, to trudno postawić ją obok „The Merciless” czy „We Will Destroy…You Will Obey”, o klasykach pokroju „Illusions” nie wspominając.

Cóż z tego, że Blood Tsunami kłaniają się świetnemu, brazylijskiemu Grave Desecrator dedykując im utwór o tym samym tytule? Cóż z tego, że już w pierwszym kawałku pojawia się cytat z „Ride the Lightning”? Cóż z tego, że jeden z utworów nosi tytuł „Krokodil”, co samo w sobie powinno gwarantować wysoką ocenę? Za mało tu ognia, aby dźwignąć Blood Tsunami w szeregi pierwszoligowców. Nie wiem, dlaczego tak jest, bo teoretycznie ten zespół ma wszystko co potrzeba, aby na taki poziom wskoczyć. Chwilami są nawet blisko, a w każdym razie bliżej niż byli kiedykolwiek wcześniej, ale jak widać droga od „fajne” do „zajebiste” nie jest tak łatwa do przebycia jak mogłoby się wydawać. Oczywiście życzę Blood Tsunami, aby to im się w końcu udało, ale „For Faen” to niestety jedynie przymiarki do czegoś naprawdę kopiącego po tyłku.

Michał Spryszak

Trzy i pół