BLESSTHEFALL – Hard Feelings (Rise Records)

Najnowszy album Amerykanów z Blessthefall to idealna pożywka dla metacore’owych hejterów. Zespół niestety nie zdaje sobie sprawy ze zmian jakie zaszły na scenie, i choć grają znacznie ciekawsze dźwięki niż na kilku swoich ostatnich płytach, nadal stoją na rozdrożu – czy aby na pewno chcemy już grać dla dorosłych, czy wciąż upatrujemy targetu w okolicy piętnastu lat i dziewiczego wąsa.

W najbardziej wściekłych momentach, ocierających się o nowoczesny groove metal aniżeli metalcore, panowie rzeczywiście mogą się podobać, ale lwia część tego wydawnictwa to li tylko zwykłe piosenki. Nośne, mające masę łatwo wpadających w ucho patentów, podsycone odpowiednią dawką niemal tanecznej elektroniki i zagrane tak, aby można ich było posłuchać zarówno w amerykańskim radiu, co w przerwie na piwo w ramach europejskich festiwali. Innymi słowy, po piętnastu latach kariery jedni z protoplastów tego młodzieżowego metalcore’a, będącego hybrydą słonecznego punka, popu, metalu i nie zawsze udanej elektroniki, celują w rynek niemiecki, ochoczo witający w swych prograch wszelkie formacje pokroju ich rodzimego Eskimo Callboy.Blessthefall band

I tu upatruję paradoksu Blessthefall, bo w ciągu swojej, miejscami burzliwej, kariery dali podwaliny pod to, co robią ich znacznie młodsi koledzy, zapominając przy tym zadbać o własny rozwój. Rozumiem, że „Hard Feelings” rzeczywiście brzmi jak trzeba, że takie „Wishful Sinking” to hit jak się patrzy, ale jak wszyscy wiemy, era Warped Tour kończy się w tym roku i potencjalna ilość odbiorców takiego grania, a raczej przyjętej konwencji, zwyczajnie się uszczupli.

Szefowie Rise Records wyraźnie mają to gdzieś, bowiem formacja ze Scottsdale jest dziś jednym z filarów katalogu tej mocno kontrowersyjnej i komercyjnej wytwórni, zapewniając jej stały przypływ gotówki. Nie mam im tego za złe, bo gdyby oddzielić melodyjny metal od chwytających za „serce” piosenek, „Hard Feelings” miałoby szansę stać się całkiem słuchalnym, imprezowym materiałem, w którym najmniej istotne są breakdowny.

Grzegorz Pindor

Dwa