BLACK WITCHERY/REVENGE – Holocaustic Death March To Humanity’s Doom (Nuclear War Now!)

Kochanie, czy ja dobrze widzę?! Black Witchery i Revenge na jednej płycie?! Z nowymi nagraniami?! Tak, słonko. To jest to, o czym fantazjowaliśmy kiedyś na fejsie, siedząc w Starbucksie i popijając kawę parzoną ze świeżo zmielonych, starannie wyselekcjonowanych afrykańskich ziaren. Nasz mokry sen o war metalowym dream teamie.

Nie oszukujmy się jednak, misiu pysiu. „Holocaustic Death March To Humanity’s Doom” nie będzie płytą roku na Pitchforku. O ile pamiętny split „Hellstorm of Evil Vengence” z udziałem Black Witchery i Conqueror (z którego później wyłoniło się Revenge) mógł w 2000 roku lekko potrząsnąć metalowym podziemiem, o tyle dzisiaj tego rodzaju nagrania to po prostu kolejne wydawnictwo z logiem Nuclear War Now!. Wtedy nie grał tak prawie nikt, dzisiaj podobnych zespołów są na świecie setki, a sam styl został już chyba do cna wyeksploatowany. Jedno się natomiast nie zmieniło – te dwie kapele to nadal jedne z nielicznych z tej szufladki stylistycznej, po których nagrania warto sięgnąć.

Wiadomo, że zarówno w przypadku Revenge jak i Black Witchery trudno mówić o muzycznej ewolucji pomiędzy kolejnymi wydawnictwami. Kto zna przynajmniej jedną płytę – co ja mówię, choć jeden utwór – Amerykanów i Kanadyjczyków, ten będzie wiedział czego się spodziewać po tej kooperacji. Różnice jak zwykle tkwią w detalach, czyli przede wszystkim w produkcji. Tu, w obu przypadkach, jest ona nieco bardziej surowa niż zazwyczaj. Może takie było założenie, ale nasuwa się myśl, że Revenge mieli tym razem trochę za mało kasy, żeby wykręcić tak mocne brzmienie jak na ostatniej ich płycie. Albo może realizator dźwięku już do reszty ogłuchł. Nie to, żeby było źle, bo taka produkcja pasuje do tych utworów, ale bywało lepiej. Oprócz autorskiego numeru Revenge pokusiło się o kolejną przeróbkę szlagieru Bathory („Equimanthorn”) i wyszło to moim zdaniem dużo lepiej, niż zgwałcony przez nich kiedyś „War”.BW

Black Witchery schowało trochę bębny za ścianą buczących gitar, co sprawiło, że ich nowe nagrania brzmią jak jakaś dziwna mieszanka black metalu z subtelnym power electronics. Zamiast perkusji naśladującej karabin maszynowy, na pierwszym planie mamy pulsujący, gitarowo-basowy szum. Wokale znów utrzymane są w niższych rejestrach i nie usłyszymy już tych słynnych ekspresyjnych wrzasków, jakimi Impurath raczył nas na pierwszych dwóch płytach Black Witchery. Ale i tak większych powodów do narzekania nie ma. W tym wymiarze czasowym (trzy krótkie utwory) sprawdza się to wszystko całkiem nieźle.

Mamy tu zatem kolejny miły prezent dla tych, którzy dostrzegają sens w hałasie wypełniającym płyty typu „The Oath of Black Blood”. Niespełna 20 minut bestialskiego walenia w instrumenty, ale na poziomie nieosiągalnym dla byle chłystków w czarnych bluzach z kapturami. Jeśli szukacie czegoś nowego i nieszablonowego, to… nie mam pojęcia dlaczego czytacie tę recenzję. Podejrzewam jednak, że w głębi serca marzycie o jakiejś wielkiej katastrofie, która doprowadzi do zagłady ludzkości. Jeśli tak, to „Holocaustic Death March To Humanity’s Doom” będzie dobrym podkładem do medytacji.

Michał Spryszak

Pięć