BJÖRK – Vulnicura (One Little Indian)

„Vulnicura” nie wprowadza wielkich zmian w muzyce Björk, ale może się tak zdarzyć, że ktoś po nocy spędzonej z tym albumem wkroczy w nowy dzień zupełnie odmieniony; zaskoczony tym, jak banalna i płaska emocjonalnie jest muzyka, której na co dzień słuchamy. „Vulnicura” to bliższy człowiekowi „heartbreak album”. I wspaniale to słychać.

Björk już dawno temu odwróciła wzrok od muzyki, którą robią wszyscy i wymyśliła własną, bezgatunkową, choć opartą na czymś, co nazwać by można muzyką elektroniczną z folkowo-jazzową wokalistyką. Niedookreśloność muzyki Björk, której często zdarzało się podążać w abstrakcyjnych kierunkach, tym razem dąży do zbudowania wyjątkowo intymnej relacji ze słuchaczem, który zmuszony jest obserwować jak podmiot liryczny (wybaczcie) wykrwawia się werbalnie, wychodząc poza ramy muzycznego projektu. Odnosi się wrażenie, że „Vulnicura” powstała sama, bez technikaliów, czyjegoś wysiłku i angażowania gwiazd muzyki elektronicznej (The Haxan Cloak). Bez nawiązań do chilloutowej „sceny”, bez ciuchów, które można kupić. Te rekwizyty nie pasują do Björk, bo ma ona teraz jakąś powłokę, na którą ludzkie ubrania nie pasują. Zawieszone to nie wiadomo gdzie, zdeformowane i urzekające, samo okaleczające się z powodu śmierci czegoś co nie bolało, a teraz zaczęło. Żałobę zbudowano z aranżacji smyczkowych i delikatnego pulsowania mechanicznego świata, który teraz trzeba porzucić na rzecz uwalniającej surowości natury. Aureola z barwnych igieł, „ocierniowane” serce wydobyte z klatki piersiowej i ciało obleczone gumą przyjemnie prowokują. Zaskakuje mniej zawoalowana poetyka tekstów. „This abstract complex feelings, I don’t know how to handle them” zabrzmiałoby dość prozaicznie w ustach Islandki, gdyby nie przepiękna melodia, którą zostało wyśpiewane. Klip wideo Andrew Thomasa Huang’a do Black Lake to Björk bliska samozniszczenia, odrzucająca całą kreację, która chroniła ją przed światem zewnętrznym. „Notget”, grzęznący w dalekowschodnich dźwiękach przerywanych odgłosem pioruna uwięzionego w najgłębszej jaskini, oddala się od błyskotliwości „Vespertine” w kierunku zniszczenia i nicości.BJÖRK

Od dawna nie słyszałem Björk, która tak wyraźnie opowiada rodzajowi ludzkiemu, że istoty wyższe posiadają wrażliwość wspólną człowiekowi, że byty doskonalsze miłością są jeszcze bardziej bezsilne niż on sam. Na jej miejscu zniszczyłbym doszczętnie ten głupi świat. Nikomu źle nie życzę, ale najlepiej kolejną, tak doskonałą płytą. Przecież nic w nim nie zostało.

Kuba Kolan

Pięć