BIFF – Attenzione Bambino (Mystic Prod.)

BiFF swoją płytę kieruje do ludzi podchodzących do życia optymistycznie, lubiących zabawę z dźwiękiem i stylistyczne eksperymenty. Jednocześnie druga płyta zespołu zdecydowanie opowiada się po stronie riffu i rockowego zgiełku. Takiego malutkiego, ale jednak. Wszystkie, wymienione cechy „Attenzione…” spowodowały, że w odróżnieniu od debiutanckiego „Ano”, druga płyta zespołu bardzo przypadła mi do gustu.

Przygoda z Biff pokazuje jak potrafi zmienić się człowiek. „Ano” wzbudziło moją irytację – płyta mi się zwyczajnie nie podobała, drażniły mnie zabiegi aranżacyjne, indie – optymizm i retro zabawa. Nie umiałem podążać za zespołem i darowałem sobie kolejne próby mocowania się z tym materiałem. W ciągu następnych lat dokonała się lekka wolta moich gustów i drugiego albumu słuchał już Lerch odmieniony. Być może te słowa są niepotrzebnym ekshibicjonizmem, muszę jednak jakoś uzasadnić przyjemność, jaką sprawia mi ten krążek. Co ciekawe – podoba mi się na nim dokładnie to, co w przypadku debiutu mnie drażniło. Może wynika to także z  faktu, że zespół okrzepł i stworzy bardziej zwarty, choć nadal różnorodny materiał? Niewątpliwie znaczenie ma też fakt, że to zdecydowanie bardziej gitarowy materiał jaki stworzyła Ania Brachaczek z kolegami.

W pierwszej kolejności uwagę zwraca niesamowita, stylistyczna rozrzutność muzyków. Zabawa podczas komponowania tego materiału musiała być przednia, skoro zespół ciąga słuchacza od rockowej alternatywy w stylu Hey („Niepoważna”), przez nawiązania do Pogodno (w sumie z tego zespołu się wywodzą…) w „Terapeucie” i „Żeńskich Rymach Nocy Lipcowej” aż do hardrocka w „Chłopaku”, gdzie swoje trzy grosze i dwie pałeczki wtrącił Acidowy Ślimak. To jednak nie wszystko. Biff nie boi się sprawdzić w lekko rozedrganych, niemal jazzrockowych figurach („Bojkot”), próbuje flirtować z psychodelią („Lepiej Cieplej”) a nawet przygląda się polskiemu big beatowi w „Na Pomoc”. Dynamicznej, doskonale zagranej muzyce towarzyszą świetne partie wokalne Ani – to dzięki jej interpretacji piosenki Biffa nabierają ciepła a przede wszystkim zapadają w pamięć. Sporo tu przebojowych, łatwych do zapamiętania melodii; Ania  lubi się swoim głosem bawić, co powoduje, że ta muzyka żyje. W wywiadzie zespół przyznaje, że podchodzi do słuchacza z szacunkiem i to się sprawdza. W zasadzie niczego mi tu nie brakuje. Nie mam też wrażenia, które od czasu do czasu dopada mnie podczas lektury różnych płyt, że zespół zwyczajnie mnie olał, grając od niechcenia. Na „Attenzione…” wszystko jest zagrane „do końca”, solidnie i z zaangażowaniem. Muzyka została dopracowana pod względem aranżacji, ale także brzmieniowo nie można niczego zarzucić. Słychać też, że zależało im bardziej na piosenkach niż zaskakiwaniu słuchacza dziwnymi rozwiązaniami, co było symptomatyczne dla „Ano”. Jednocześnie element dziecinnej zabawy został zachowany – muzykę odzwierciedla okładka – jest pstrokato: trochę tatuaży, modne okulary, kwiaty we włosach, przesadzona biżuteria i odrobina błazenady, dla dodania pikanterii. I nic się ze sobą nie gryzie.

Dla każdego zespołu jednym z ważniejszych wyzwań jest ciągły rozwój i ten cel Biff realizuje w 100%. Skok jakościowy między dwoma dotychczasowymi płytami jest bezdyskusyjny i jeśli podobne tempo zostanie utrzymane, kolejne nagrania mogą rozłożyć na łopatki. A tak zupełnie zwyczajnie, po ludzku – „Attenzione Bambino” to porcja znakomitej rozrywki z najwyższej półki. Gratulacje.

Arek Lerch

Pięć