BESTIAL RAIDS – Prime Evil Damnation (Nuclear War Now!)

Bestial Raids to jeden z tych zespołów w naszym krajowym grajdołku, dzięki którym sądzić można, że black metal jako gatunek nie zeszmacił się jeszcze do reszty i nadal ma całkiem sporo do zaoferowania. Kieleckie kommando już od dekady (jak ten czas leci…) kroczy trudną i wyboistą ścieżką czystego jak kropla zatęchłej smoły i subtelnego jak rozpędzony czołg black metalu. „Prime Evil Damnation” ukazuje się na rynku w cztery lata po całkiem dobrze przyjętym, debiutanckim „Reserved Black Trinity”. Osobiście nie czekałem na nowe dzieło Bestial z wypiekami na twarzy lecz mając w pamięci solidne manto jakie spuścił mi poprzedni krążek, nowy longplay BD również znajdował się na osobistej liście życzeń.


Jak mówi sam Sadist, płyta nagrywana była w warunkach domowych i w związku z tym należą się dla Bestial Raids wyrazy szacunku. Dawno już nie słyszałem tak doskonale uchwyconej atmosfery szaleństwa i black metalowej brutalności jak ta, która wylewa się z głośników po odpaleniu „Prime Evil Damnation”. Sadystyczne, pełne chaosu brzmienie to jedna z lepszych, black metalowych produkcji, które ostatnio miałem okazję słyszeć. Chwilami najnowsza produkcja Bestial Raids ociera się niemal o ciężar i intensywność death metalu, ale to już mało istotne niuanse… Do określenia nowego dzieła Bestial Raids wyrażenie chory wyziew pasuje niemal idealnie.

Wraz z „Virginborn of Depravation” rozpoczyna się black metalowa rzeź, dominują nuklearne szybkie i ultra szybkie tempa, ale zespół nie stroni też od dołujących zwolnień. Generalnie Bestial Raids unikają schematu i grania jednostajnego w dość często spotykanym w black metalu stylu „na trzy akordy”. Co innego spójność stylistyczna i wierność pewnym ideałom. Album przesycony jest  wszystkim tym, co w podziemnym black metalu najlepsze i najbardziej pożądane.

Przyczepić się można trochę do brzmienia bębnów lecz biorąc pod uwagę old schoolowy charakter płyty dość łatwo przychodzi puszczenie tego drobnego mankamentu mimo uszu. W kilku partiach perkusja brzmi bardzo płasko i mało wyraźnie lecz jako całość jest do przyjęcia.

„Prime Evil Damnation” to materiał do bólu chamski i wściekły; jeżeli ktoś spodziewał się fajerwerków realizacyjnych, to poszukiwania proponuję skierować do zdecydowanie innej parafii.

Bestial Raids udowadnia tą płytą, że należą obecnie do czołówki gatunku w tym mało zabawnym kraju jakim jest Polska. Totalny, obłąkany materiał, który sprawi, że przypomnicie sobie najlepsze lata sceny. Jestem pod wrażeniem tej płyty i jeszcze długo nie przestanę katować się zawartością „Prime Evil Damnation”. Szukajcie tego albumu w dobrych distrach, bowiem ze wszech miar wart jest on swojej ceny.

Wiesław Czajkowski 5